6 marca 2014

Krótka historia z życia.


Zapewne czytając mój blog macie wyobrażenie na temat mojej osoby jako zaradnej, obeznanej z techniką i w miarę ogarniętej życiowo. Poniższą historią rozwieję wszelkie wątpliwości, bo komu nie zdarza się zrobić z siebie publicznie pośmiewiska lub przysłowiowej blondynki ? :)
Rzecz krótka i żenująca. Wydział Komunikacji, dość ciepły, prawie wiosenny dzień. Do załatwienia nowy dowód rejestracyjny. Stary stracił miejsca na pieczątki z przeglądów technicznych. Podchodzę do informacji, pytam, czy wszystkie dokumenty zgadzają się i otrzymuję numerek. W kolejce oczekujących 9 osób. Idzie dość sprawnie. Po 10 minutach wchodzę… a raczej usiłuję wejść. W lewej ręce dokumenty, przez ramię przewieszona torebka a w prawej ręce bilecik. Idę do drzwi przesuwnych a one ani drgną. Myślę: nie pierwszyzna, czasem mnie fotokomórka nie łapie, za niska jestem czy coś. Oddalam się ciut i macham do góry ręką (w której mam bilecik i czego nie jestem świadoma w tym momencie), żeby obudzić fotokomórkę. I dalej nic… Zaczynam się nerwowo rozglądać widząc, że dobrze to nie wygląda. Na szczęście w ułamku sekundy dostrzegam czytnik kodów kreskowych po lewej stronie, przykładam bilecik i uciekam czym prędzej za drzwiami ze wstydu. Wielką odwagą musiałam się wykazać, żeby wyjść stamtąd podniesioną głową ;) Z perspektywy czasu śmieję się z tego i opowiadam o tym, ale gdybym ja zobaczyła taką osobę to moja reakcja byłaby jedna:
Źródło: demotywatory.pl
Ubarwiłam historię, bo mogłaby się skończyć w jednym zdaniu: Nie umiałam otworzyć drzwi przesuwnych za pomocą bilecika i wymachiwałam nim niechcący nad głową. Kto mnie przebiję ze swoją historią? Historie na pocieszenie mile widziane :)

20 grudnia 2013

Świąteczne DIY w pracy.

Moja koleżanka Agata wysłała mi wczoraj mmsa ze zdjęciem kartonowej choinki, którą stworzyła w pracy, kiedy już z nudów nie wiedziała, co robić. A że jest osobą pracowitą, ambitną i kreatywną to następnego dnia choinkę ozdobiła. Zgodziła się, żebym umieściła jej pracę na blogu, więc przed Wami efekt przed i po:


Myślę, że ten post jest już moim ostatnim w tym roku, więc korzystając z okazji życzę Wam wesołych Świąt i szczęścia w Nowym Roku :)

30 listopada 2013

Jak dbać zimą o samochód? cz. 2

Zamiast wstępu, czyli dlaczego obecnie nie publikuję postów?

Już pewnie większość zapomniała o mnie i o moim blogu, wcale mnie to nie dziwi. Zaskakuje jednak to, że fanów na FB przybywa, mimo, że od sierpnia nie pisałam. Niestety nie obiecuję, że od dziś znów zacznę regularnie pisać, ale usuwać bloga nie mam zamiaru, bo lubię to moje miejsce. Co do jednego możecie być pewni, nie porzucę rozwijania bloga, ale moje pisanie jest tylko dla wytrwałych najwidoczniej :) Wyrzuty sumienia z powodu zaniedbania są obecne, ale nie motywują mnie niestety. Poza tym chciałam podkreślić, że bloga piszę wtedy, kiedy rzeczywiście mam w domu coś do zrobienia. Raczej nie tworzę postów DIY na życzenie, poza epizodem z dremelem. Nie będę malowała ścian, tylko dlatego, żeby mieć o czym pisać ;) Posty teoretyczne spotykają się zawsze z mniejszym zainteresowaniem, więc staram się ich nie popełniać bez powodu i bez dokumentacji zdjęciowej. To tyle tytułem wyjaśnienia mojej nieobecności.
Wybaczycie mi i zostaniecie tu ze mną, tą zbyt milczącą ostatnio?

Post właściwy, czyli uzupełnienie wiedzy o zimowych zmaganiach z samochodem.

Dla tych, co pominęli wcześniejszy post na ten temat odsyłam pod ten adres: http://www.kobieta-majsterkujaca.pl/2011/11/jak-dbac-zima-o-samochod.html. Co prawda napisany 2 lata temu a ciągle aktualny :)

Zdecydowałam się napisać drugą część, bo pojawiły się pewne sprawy, o których nie wspomniałam.
Dziś wymieniałam opony na zimowe, dolałam zimowego płynu do spryskiwaczy, skorzystałam z myjni, wytrzepałam dywaniki, usunęłam liście spod maski i przetarłam oliwką uszczelki od drzwi i bagażnika. Skrobaczka, płyn do rozmrażania szyb i zmiotka do śniegu są w aucie. Akumulator udało mi się wymienić na nowy, więc mam nadzieje, że w tym roku zapomnę o strachu związanym z odpalaniem auta w mrozie. Jeszcze tylko pod wycieraczki włożę gazety, żeby pochłaniany wilgoć i jestem gotowa do zimowych wojaży. A Wy?

3 porady dla uaktualnienia wiedzy:
1. Jeśli chodzi o składowanie opon po wymianie to należy je ułożyć na płasko. Nie przyduszajcie ich niczym, nie odkładajcie byle jak, pionowo, na ukos, wciśnięte między ścianę a szafę. Opony mogą się odkształcić i później będą "biły". Swoje opony mam zapakowane w folię parami i tak leżą w piwnicy ułożone na płasko po dwie.
2. Jeśli zostało Wam dość sporo płynu letniego to warto wtedy dolać zamiast rozcieńczonego płynu zimowego koncentrat do szyb lub pozbyć się jak najwięcej letniego płynu i uzupełnić zimowym. Po uzupełnieniu uruchamiamy spryskiwacz, przedni i tylny po to, żeby zimowy płyn dostał się do wężyków odprowadzających płyn ze zbiornika.
3. Zimą warto też dbać o to, żeby bak z benzyną był częściej pełny. Najlepiej uzupełniać bak przy połowie zbiornika. Dlaczego? Otóż, w baku, w którym jest za mało paliwa jest więcej powietrza, które oziębiając się powoduje wytrącenie pary wodnej i wytworzenie kryształków lodu, które dostaną się do benzyny. Nie byłam dobra z fizyki, ale jakoś tak to funkcjonuje. Jeśli ktoś bardziej biegły to proszę o sprostowanie a dla niedociekliwych po prostu przyjmijcie radę bez wyjaśnień :)

Na koniec mam pytanie dla osób posiadających pokrowce na samochody. Macie dla mnie jakieś porady, co do kupna takiego gadżetu? Opłaca się? Jest praktyczne? Nie trzeba dzięki niemu skrobać szyb zimą? Pokrowiec nie przymarznie do szyb? Może wystarczy sam karton włożony za wycieraczki na noc? Jak to widzicie?
Za wszystkie rady będę wdzięczna.

3 sierpnia 2013

Farbowanie ubrań cz. 2.

Dziś na tapetę poszedł zwykły top. Farbowanie mnie mile zaskoczyło, bo wyszedł fajny efekt, którego nie spodziewałam się.
Barwiłam tę koszulkę metodą z poprzedniego posta - tutaj możecie sobie to przypomnieć.