28 grudnia 2011

Jak odtworzyć film na komputerze?

Najczęstszym problemem podczas próby odtworzenia filmu jest brak jakiegoś kodeka lub wtyczki (w przypadku filmów oglądanych w przeglądarce). Jeśli chcemy odtworzyć film przez przeglądarkę to w razie braku możliwości przeglądarka sama da znać, czego jej brakuje. Pojawi się komunikat mniej więcej o treści: "Jeśli nie możesz odtworzyć filmu zainstaluj/pobierz ...." i w miejsce kropek wyświetli nam nazwę, najczęściej jest to Adobe Flash Player - do pobrania TUTAJ. Zdarza się, że mamy już tę wtyczkę, ale za starą wersję, wtedy musimy poszukać, czy jest nowsza. W przypadku filmów ze strony tvnplayer - instalujemy wtyczkę silverlight. Jeśli chodzi o Ipla - wystarczy z ich strony ściągnąć program. Z resztą tam jest wszystko świetnie wyjaśnione - http://www.ipla.pl/Ipla__Pomoc,2225/Ipla__Pomoc__Ipla_Na_Komputer,5873/index.html#ns823
Odtwarzanie filmów online jest najmniejszym problemem. Co zrobić, żeby odtworzyć film z płyty lub z pliku, który mamy na komputerze?
Po pierwsze trzeba zainstalować program do odtwarzania filmów - ja korzystam z BESTPLAYER. Do pobrania tutaj: http://www.bestplayer.com.pl/ - jest darmowy, wyszukuje napisy z sieci - odtwarza większość formatów filmów. Jeśli napisów nie wyszuka sam a nie mamy ich to ściągamy darmowy program napiprojekt - TUTAJ go pobierzecie i zobaczycie jak prosty jest w obsłudze.
No dobrze, sam program nie wystarczy. Potrzebne są kodeki i filtry, żeby odtworzyć obraz i dźwięk. Szczytem szczęścia będzie fakt, że dźwięk z obrazem będą zsynchronizowane ;) Najczęściej pobieramy kodeki w jednej paczce, bez rozdrabniania się - Nimo Codec Pack lub K-Lite Codec Pack 8.0.0 Full.
Teoretycznie to rozwiązuje wszystkie problemy. Są to darmowe paczki, w razie problemów z instalacją piszcie.

20 grudnia 2011

Jaką suszarkę wybrać?

Kolejny post z cyklu - telefon do przyjaciela - wybieramy suszarkę ;) Mnie zachwyciła suszarko-lokówka - 2w1. Samą suszarkę posiadam, nawet z dyfuzorem - ale nie spełnia dobrze swojego zadania. Rowenta CF9220 brush activ świetnie ją zastępuje.

Oryginalny karton, w którym bezpiecznie przechowuję suszarkę.

Rowenta CF9220 brush activ
Dlaczego ta suszarka jest taka wyjątkowa? Ponieważ sama nakręca włosy, włosy pięknie lśnią i nie elektryzują się (odpowiada za to funkcja jonizacji) ani nie są splątane. Nie potrzebujemy w jednej ręce trzymać okrągłej szczotki a w drugiej suszarki. Mamy do wyboru dwie końcówki - cieńszą o średnicy 38 mm oraz grubszą - 50 mm. Ma dwa stopnie prędkości obrotu szczotki oraz dmucha strumieniem ciepłego i zimnego powietrza. Jest zrobiona z powłoki ceramicznej. Jej moc to 1000 Watt (to jest jeden z ważniejszych parametrów technicznych, nie kupujcie z mniejszą mocą!). Suszarka ładnie unosi włosy i zakręca je w obie strony, ponieważ szczotka kręci się w prawo i lewo. Bardzo fajną rzeczą jest ochraniacz na końcówki, dzięki temu w podróży włosie szczotki nam się nie zniszczy. Po skończonym użytkowaniu należy oczyścić końcówki delikatnie, żeby jak najdłużej nam służyły (poczekajmy jak ochłodzi się trochę i wtedy regularnie usuwając z niej nasze włosy nie będziemy mieć problemu z tym, że szczotka zapcha się od nich w środku). Lepiej przechowywać w oryginalnym opakowaniu. Początkowo używanie może sprawić trochę kłopotów, ale jak już się wprawimy to nie zamienimy jej na inną.
Wadą tej suszarko-lokówki jest dość duży ciężar, ale to też kwestia przyzwyczajenia. Nie polecam jej do włosów bardzo długich i gęstych. Szybkość kręcenia też mogłaby być większa. Cena tego urządzenia mieści się w przedziale od 163 zł do 249 zł.
Znalazłam na YouTube filmik prezentujący możliwości tej suszarko-lokówki, co by Was przekonać ostatecznie.

                                                        Źródło: kanał użytkownika EVAczMELNIK

Jako, że jest to model starszy to znalazłam Wam też alternatywę innej firmy:  PHILIPS HP 8665/00.


Źródło: sklep.lobo.pl

Ma prawie identyczne parametry, co rekomendowana przeze mnie wyżej. Mniejsza szczotka ma średnicę 30 mm. Jej cena waha się w granicach od 200 zł do 299 zł. Jest droższa i niestety nie wiem, od czego to zależy. Może kwestia producenta? 
Tak czy owak, decydując się na jedną lub drugą, nie pożałujecie wydanych pieniędzy. To powinno być w domu każdej nowoczesnej kobiety.  

19 grudnia 2011

Jaki wybrać blender?

Ostatnio doradzałam swoim dwóm koleżankom w zakupach drobnego sprzętu AGD. Ja sama już te sprzęty zakupiłam, więc jestem o tyle mądrzejsza. Teraz wiem, jakie parametry są ważne, na co zwrócić uwagę. Na moje szczęście swoich wyborów dokonałam trafnie za pierwszym razem. Przy takich zakupach ważne, żeby móc się komuś poradzić, kto używa ich na co dzień. Jestem tutaj za tym, żeby nie czytać wszystkich opinii w internecie jak leci, bo nie wiemy ile z tych opinii jest prawdziwych, a ile jest reklamą produktu. Zadowolony znajomy jest najlepszą reklamą. Dlatego dzisiaj chcę być dla Was właśnie takim zadowolonym znajomym :)
Nie dajcie się też szałowi przedświątecznych zakupów i zaczekajcie z takim sprzętem, jeśli to możliwe, do wyprzedaży. Pamiętajcie, że w magazynach przed Nowym Rokiem robi się porządki i wyprzedaje stare sprzęty, żeby zrobić miejsce na nowy towar. Polecam też zakupy sprzętu AGD w sklepach internetowych a nie w wielkich sieciowych marketach. Zaoszczędzicie, nawet z przesyłką, kilkanaście złotych. Czasami też towar możecie odebrać osobiście w swoim mieście.

Zacznijmy od wyboru blendera. Ja posiadam blender Philips HR136, z którego jestem bardzo zadowolona i mogę bez wahania polecić. Jedynym mankamentem jest za mały pojemnik do siekania, ale da się z tym żyć. 


Philips HR136


Przy wyborze blendera bardzo istotna jest jego moc. Ten ma 600 watt. Jego funkcje to mieszanie, miksowanie, rozdrabnianie (siekanie), ubijanie piany, ucieranie. Nie radzę zbyt gęstych ciast mieszać tą trzepaczką, bo nie uciągnie - i wcale nie ze względu na małą moc, tylko trzepaczka jest dość delikatna niestety. Spokojnie wymieszacie ciasto na naleśniki, ubijecie kogel-mogel czy pianę z białek. Z gęstszymi ciastami (np. przy ucieraniu masła z cukrem i mąką) jest problem - ciasto drożdżowe i na muffiny odpada! Nie ma tego problemu, jeśli ktoś posiada osobno mikser, prawda? W sumie to nie zamieniłabym miksera na blender. Warto mieć oba. Jeśli chcemy kruszyć orzechy włoskie lub lód to 600 Watt jest tym minimum. Nie kupujcie słabszych. Ten w promocji kosztował ok. 80 zł. Teraz widzę przedziały cenowe od 120 zł do 177 zł! Spory rozmach. Porównujcie ceny w ceneo.pl, skapiec.pl czy nokaut.pl - szukajcie też na własną rękę - tylko wtedy musicie sprawdzić wiarygodność danego sklepu. Wybierając, ponad pół roku później, koleżance blender poradziłam jej Philips HR 1372:

Źródło: bhdiscount.com, Philips HR 1372
 
Przede wszystkim ma większą moc - 700 Watt! Poza tym drugi, większy pojemnik do siekania. Oczywiście ładniejszy dizajn. Za to wszystko zapłacimy też dość sporo: 177 zł - 301 zł! Dlatego, jeśli nie przeszkadza nam mniejszy pojemnik i o 100 Watt (na pewno nie odczujemy tego) mniejsza moc to kupcie starszy model.

11 grudnia 2011

Gadżety nowoczesnej kobiety - CURLFORMERS.

Gadżet z ostatniej chwili - nie mogłam z tym czekać do jutra :D Jak tylko wejdziecie na stronę: http://www.lokiifale.pl/index.php i obejrzycie filmik to już będziecie wiedzieć, czym się tak zachwycam :) Nikt mi nie płaci za reklamę niestety, ale wygląda tak genialnie, że żałuję, że dopiero teraz się o tym dowiaduje. Dlatego czym prędzej spieszę, żeby Wam o tym donieść. Ten gadżet w wolnym tłumaczeniu na język polski to samonakręcające się wałki. Będę pewnie brzmiała jak marna reklama, ale zdaje mi się, że zrobienie sobie loków nigdy nie było tak proste :) Czuję, że będzie to kolejny, choć nietani, gadżet, który muszę mieć!

                                                  Źródło: kanał użytkownika curlformers na youtube.

Malujemy drewniane meble - DIY.

Kupiłam 2 taborety z Ikei. Jako, że jest to zestaw złóż to samo i sam pomaluj (chociaż to drugie opcjonalnie) to drogie nie były. Wyglądają tak:

Źródło: ikea.pl
Przyznacie sami, że wygląda blado ;) Trzeba by go jakoś pomalować. Jak nie dla efektu wizualnego to dla ochrony drewna warto to zrobić. Poza ochroną drewna dobrze przemalować, żeby lakier chronił od brudu, żeby nie weszła nam jakaś drzazga podczas używania. Pytanie przed którym staniecie - jaki lakier wybrać. Ja postawiłam na lakierobejcę ekskluzywną firmy DULUX w kolorze jasnego dębu - półpołysk, do użytku zewnętrznego i wewnątrz o pojemności 0,25 l. Wygląda mniej więcej tak:


Źródło: pressoffice.pl

Potrzebujemy też szeroki, ale płaski pędzel i rozpuszczalnik.

Źródło: nokaut.pl

Źródło: strefaokazji.com
Zanim zaczniecie malować przygotujcie sobie słoiczek, do którego wlejecie rozpuszczalnik, żeby mieć gdzie odłożyć pędzel po malowaniu. W innym wypadku zaschnie. Przygotujcie też gazety, które położycie pod spód, żeby nie wybrudzić niczego. Załóżcie rękawiczki gumowe i do boju! No dobrze, zanim do boju, złóżcie taboret według instrukcji obsługi ;)
Po otworzeniu puszki z lakierem wymieszajcie go dokładnie. No i teraz do dzieła. Taboretów z Ikei nie trzeba szlifować papierem ściernym, bo są przygotowane pod malowanie. W przypadku odnawiania starego taboretu, zanim zabierzecie się za malowanie, trzeba powierzchnię wygładzić i zmatowić przy pomocy papieru ściernego. Później ściereczką zamoczoną w rozpuszczalniku usuwamy resztki pyłku od szlifowania i odtłuszczamy. Na tak przygotowane drewno nakładamy lakier. Wystarczy cienka warstwa. Lakier wysycha 24 godziny, ale przemalować drugą warstwę możemy już po 16 godzinach. Jeśli uważacie, że dwie warstwy to za mało, pomalujcie też trzecią. Ja poprzestałam na dwóch. Najlepiej malujcie na balkonach, w piwnicy, garażu - bo po pierwsze może Wam przeszkadzać zapach a po drugie, taboret na środku pokoju może trochę denerwować. Nie zapominajcie malować taboretu też od wewnątrz. Przynajmniej jedną warstwę tam zastosujcie. Polecam zacząć od środka i skończyć na zewnątrz taboretu. W innym przypadku pobrudzicie sobie ręce. Po malowaniu zamknijcie szczelnie puszkę z lakierobejcą, a pędzel odłóżcie do słoika z rozpuszczalnikiem. Przed kolejnym użyciem pędzla wytrzyjcie go w gazetę, żeby go  trochę osuszyć. Na końcu malowania pędzel dokładnie myjemy przy pomocy rozpuszczalnika lub benzyny, żeby nam służył niesklejony do następnego odnawiania jakiegoś mebla.
Efekt po malowaniu, w moim przypadku, wygląda tak:



Widzicie? Od środka też przemalowałam! :)
Warto też zainwestować w filcowe podkładki pod nóżki od taboretu. Widać je na załączonym obrazku. Zapobiegają one zarysowaniu podłogi. Są samoprzylepne, więc nawet nie potrzeba kleju. Są dostępne w różnych kształtach, wielkościach i kolorach, więc na pewno coś dobierzecie.

Źródło: same-meble.eu

I jak zwykle na koniec podsumowanie (chociaż może na końcu powinna być kartkówka w formie projektu - każdy wysyłałby swoje zdjęcie pomalowanego mebla, przynajmniej wiedziałabym, że jasno opisuję krok po kroku, co należy robić):

Potrzebne będą:
taboret
lakierobejca
pędzel
rozpuszczalnik
gazety
gumowe rękawiczki
papier ścierny
filcowe podkładki

Instrukcja:
1. Skręcamy taboret.
2. Jeśli odnawiamy starszy mebel to używamy papieru ściernego i rozpuszczalnika, żeby przygotować taboret przed malowaniem.
3. Rozkładamy gazety, do słoika wlewamy rozpuszczalnik, mieszamy lakier, zakładamy rękawiczki.
4. Najpierw malujemy od środka, później od zewnątrz.
5. Po 16 godzinach malujemy drugą warstwę.
6. Zostawiamy na 24 godziny do wyschnięcia.
7. Podklejamy filcowe nóżki (ten krok już opcjonalnie).

9 grudnia 2011

Jak używać kawiarki Bialetti?

O tym dziś mowa :)

Pierwsza kawa wcale nie będzie tą najlepszą! Z tym musicie się liczyć przy początkach użytkowania. Świetnie do tej reguły będzie pasować przysłowie: im dalej w las, tym więcej drzew :)
Dobrze też zainwestować w kawę dobrej jakości. Ja lubię firmy Tchibo w ziarenkach. Mam młynek, więc dzięki temu kawa jest zawsze świeża i aromatyczna. Kiedyś też piłam Lavazzę, ale to chyba dość przereklamowana firma moim zdaniem. Mniejsza o to, każdy ma swoją ulubioną i taką sobie kupujcie.
Kawiarka od nowości pachnie nam niestety aluminium, musimy ją odpowiednio przegotować i zrobić parę kaw, żeby nabrała aromatu. Średnia przyjemność pić kawę z zapachem aluminium - nie musicie się ze mną zgadzać ;)

Instrukcja obsługi:
1. Nalewamy do dolnego pojemniczka wody, poniżej śrubki, wstawiamy na gaz i czekamy aż góny pojemnik napełni się wrzątkiem. Będziemy słyszeć charakterystyczne syczenie. Zostawiamy kawiarkę z ugotowaną wodą na 24 godziny.
2. Drugiego dnia wylewamy wodę i powtarzamy punkt pierwszy.
3. Trzeciego dnia wlewamy wodę do pojemniczka jak poprzednio, ale tym razem do siteczka nakładamy fusy z kawy (nie sypką kawę, tylko fusy) i gotujemy. Odstawiamy kawę w kawiarce do następnego dnia.
4. Czwarty dzień to pierwsza próba kawy. Nie spodziewajcie się cudów - jeszcze nie...:) Wlewamy wodę do dolnego pojemnika, wsypujemy na sitko zmieloną kawę (sitko ma być pełne!), ubijamy lekko i zaparzamy. Możemy spróbować, ale pozostałą kawę zostawmy do następnego dnia.

Tak przygotowana kawiarka w środku inaczej pachnie i nawet inaczej wygląda. Nie jest już taka piękna i błyszcząca, ale z tym musimy się pogodzić. Ona nie ma wyglądać, tylko ma parzyć pyszną kawę. Piątego dnia po zrobieniu kawy opróżniamy ją, płuczemy (bez detergentów, samą wodą) i zostawiamy do wyschnięcia. Dopiero po całkowitym wyschnięciu możemy ją skręcić i schować do szafki. Jednak, jak pisałam w poprzednim poście, lepiej przechowywać w częściach.
Siódmego dnia otrzymałam kawę idealną. Kwestia czasu, wprawy, odpowiednich proporcji i dobrego przygotowania kawiarki.

Powodzenia i cierpliwości kawosze! :)

7 grudnia 2011

Gadżety nowoczesnej kobiety.

Wcześniej czy później i tak wyszłoby na jaw, że jestem wielbicielką gadżetów, nietypowych wynalazków. Kupiłabym wszystko, co ułatwia życie, dekoruje przestrzeń i może być w jakiś sposób użyteczne (gdybym miała za dużo pieniędzy;)) W związku z brakiem pieniędzy mogę się chociaż napawać widokiem takich cacuszek, jak to, które przedstawia filmik. Po prostu laptop w tubce na youtub(c)e ;) Patrzycie i podziwiajcie!


                                          Źródło: kanał użytkownika orkinful

Pozostając w branży komputerowej jeszcze jeden ciekawy gadżet, zdaje się być super funkcjonalny. Sama nie wiem, jak to nazwać - może uniwersalna przejściówka między różnymi urządzeniami?
Ów gadżet do obejrzenia TUTAJ

Dla tych, co im się klikać nie chce, coś co może sprawi, że jednak zajrzą w link. Pytanie brzmi, czy takie złącze ma w ogóle realną szansę spełniać swoje zadanie? Wreszcie nie trzeba by szukać odpowiedniego kabelka do podłączenia aparatu albo telefonu komórkowego. Oczywiście tę funkcję przejmuje po części bluetooth, ale nie w każdym przypadku. Czy to złącze byłoby dobre dla pozostałych przypadków? Co o tym myślicie?

Źródło: oddstuff.org

5 grudnia 2011

Jakie oprogramowanie warto mieć korzystając na co dzień z internetu?

Internet nie jest najbezpieczniejszym wynalazkiem, ale można po nim bezpiecznie serfować. Trzeba tylko wiedzieć, jak uchronić się przed złośliwym oprogramowaniem. Ze swojego doświadczenia powiem, że zawsze po sformatowaniu dysku i instalacji na nowo systemu instaluję kilka podstawowych programów. Wtedy mam spokój, pewnie pozorny, bo każdą blokadę da się obejść - takie fakty. Przed dobrym hackerem zwykły użytkownik internetu nie jest w stanie obronić się w 100%. Chcę tylko przez to powiedzieć, że możemy minimalizować straty i mieć nadzieję, że zła ręka hackera nas nie sięgnie :)

Przede wszystkim zaczynam od pobrania przeglądarki Mozilla Firefox lub Google Chrome. Po prostu działają szybciej, mają dobre rekomendacje, wczytują treści sprawnie. Do tych programów instaluję wtyczkę AdBlock Plus - a to po to, żeby blokować niechciane reklamy i banery wyskakujące na pół strony. Wystarczy zablokować raz - klikamy na reklamę prawym klawiszem myszy opcję blokuj element. Jeśli będziecie mieli jakiś problem z zainstalowaniem i używaniem tej wtyczki po prostu zostawcie mi wiadomość w komentarzu a wyjaśnię.

Następnie instaluję darmowy program antywirusowy AVAST. Służy do ochrony podczas codziennej pracy przy komputerze, blokuje złośliwe oprogramowanie, korzystanie z poczty i komunikatorów dzięki temu staje się bezpieczniejsze. Jest to taka minimalna ochrona, oczywiście można sobie wykupić lepszy pakiet tego programu, wybór należy do Was - program dostępny pod tym linkiem: http://www.avast.com/pl-pl/free-antivirus-download Jako rekomendację dla tego programu podam fakt, że zdobył on pierwsze miejsce w rankingu darmowych programów antywirusowych w 2011 roku!

Ochronę przed szpiegami (programami szpiegującymi) zapewnia mi również darmowy SPYBOT Search & Destroy. Program pobierzemy TUTAJ.

Przedostatnim programem, który instaluję jest ZONEALARM. Zabezpiecza on komputer przed włamaniami z sieci, blokuje próby dostępu do komputera z zewnątrz. Klikamy tutaj: http://www.zonealarm.com/security/en-us/zonealarm-pc-security-free-firewall.htm i już go mamy na dysku.

Te trzy powyższe programy służyły nam za ochronę podczas pobytu w internecie, ale przyda nam się jeszcze program do segregowania danych, który będzie usuwał niepotrzebne pliki i dzięki temu nie zaśmiecimy naszego dysku. Usuwa on pliki cookie, tymczasowe pliki internetowe, historię odwiedzanych stron, opróżnia kosz - wszystko, co powoduje bałagan na dysku a jest zbędne do prawidłowego działania komputera. Chodzi mi o bezpłatny program CCLEANER, który pobierzemy ze strony http://www.instalki.pl/programy/download/Windows/narzedzia_systemowe/CCleaner.html.

Poniżej, dla tej alternatywnej grupy czytelników, podaję zamienniki wymienionych przeze mnie programów :)


Programy antywirusowe: AVAST → AVG ANTI-VIRUSAVIRA

Zapory sieciowe (firewall): ZONEALARM → COMODO PERSONAL (wygląda mi na to, że jest nawet lepszy niż ZoneAlarm, ale nie używałam do tej pory) → PC TOOLS

Programy antyspyware: SPYBOT → REGRUN REANIMATOREMSISOFT

Narzędzia systemowe: CCLEANER → WISE DISK CLEANERDISKMAX

Wybrane programy pobierzecie klikając na ich nazwy. Pamiętajmy tylko, że instalujemy tylko jeden program z danej grupy!

Po zainstalowaniu tych wszystkich programów możemy od razu przetestować ich działanie i mimo, że one działają same w tle (poza CCleanerem) to przyda się raz na jakiś czas skorzystanie z funkcji manualnego, pełnego skanowania systemu. Programy te przypominają nam o aktualizacjach wyskakującym dymkiem przy pasku zadań, aktualizacje są dość istotne - programy muszą mieć w swojej bazie najnowsze definicje wirusów, inaczej nie będą chronić nas skutecznie. Musimy zwrócić uwagę na to, czy aktualizacja jest płatna czy darmowa. Czasami trzeba szukać takich updatów (aktualizacji) samodzielnie.

Zdaje mi się, że programy są na tyle intuicyjne, że nie powinno być żadnego problemu z ich zainstalowaniem oraz użytkowaniem, ale jak wiadomo komputer lubi płatać figle w najmniej spodziewanym momencie ;) Dlatego w razie kłopotów - dajcie znać. Napiszę wtedy konkretne posty w odpowiedzi na Wasze pytania.

Podsumowanie dla lubiących skróty:
1. Instalujemy Mozilla Firefox lub Google Chrome.
2. Nie zapominamy o dodatku pod konkretną przeglądarkę - AdBlock Plus.
3. Pora na pobranie darmowych, niezbędnych programów, aby korzystanie z sieci było bezpieczne - AVAST, ZONEALARM, SPYBOT.
4. A teraz sprzątamy bałagan programem CCleaner.
5. Aktualizacja programów - najczęściej automatyczna, w innych przypadkach szukamy nowszych wersji naszego programu samodzielnie.

Myślę, że dzięki temu będzie na Was w internecie czyhało mniej zagrożeń!

1 grudnia 2011

Jak bezpiecznie korzystać z komputera nie mając o tym pojęcia?

Chyba nie ma młodej osoby w dzisiejszym świecie, która nie używałaby na co dzień komputera. Najczęściej używamy go po pracy czy szkole dla rozrywki - facebook, oglądanie filmów, zdjęć, słuchanie muzyki, fora tematyczne - standard. Czasami jednak tak po prostu jest, że coś się psuje i nie ma kogo prosić o pomoc, bo przecież nie każdy ma brata/kumpla/tatę informatyka albo kogoś kto chociaż trochę zna się na tym sprzęcie. Co może zrobić w takich sytuacjach laik? Przede wszystkim prewencja. Można ustrzec się przed groźnymi sytuacjami. To właśnie internet przynosi nam najwięcej szkód w postaci wirusów, kradzieży danych, włamań do naszej bazy. Szczególnie ważne jest bezpieczeństwo, kiedy korzystamy wirtualnie z banku.
Oczywiście istnieją też wady fizyczne naszego sprzętu - i tu też istnieje możliwość zapobiegania zepsuciu. Z własnego doświadczenia powiem, że trzymanie laptopa na kołdrze, kocyku, na kolanach nie służy najlepiej wentylatorowi. Komputer nie może się przegrzewać i dlatego tak ważna jest odpowiednia cyrkulacja powietrza. Mając go na kolanach - blokujemy ten dostęp, komputer zaczyna hałasować, bo domaga się powietrza i koniec końców może się w ekstremalnej sytuacji zawiesić, wyłączyć, przestać działać. Raz na jakiś czas wypadałoby komputer przeczyścić. Kupiłam sprężone powietrze w spray'u.

Źródło: gadzetomania.pl

Super wynalazek, żeby przedmuchać coś w trudno dostępnych miejscach od kurzu i okruszków. Ma cieniutką końcówkę, także na pewno wszędzie dotrzemy. Proponuję przedmuchiwać tym spray'em na wyłączonym sprzęcie. Jeśli ktoś ma więcej czasu to może rozkręcić całą obudowę i porządnie wyczyścić. Żeby laptop nie przegrzewał się można też kupić specjalną podkładkę chłodzącą.


Źródło: firewalle.pl

Jedna sama nie używałam, więc nie dam sobie uciąć głowy za skuteczność tego gadżetu. Kosztuje od ok.35 do 130 zł. Można też zaopatrzyć się w stoliczek na laptopa, który zapewni dobrą cyrkulację powietrza. Taki stoliczek kosztuje ok. 55 zł.

Źródło: ibeauty.pl

Istnieją też programy do ściągnięcia za darmo z internetu, które wskażą nam temperaturę dysku twardego, karty graficznej, procesora - ale to już wyższa szkoła jazdy, bo nawet jeśli już zdiagnozujemy usterkę to niewiele ponad to, co napisałam powyżej, możemy zrobić.
Chyba nie muszę też wspominać, żeby nie zrzucać komputera przypadkiem na ziemię? Wyjątkiem są laptopy pancerne, ale też mają swoją ograniczoną wytrzymałość ;) Uważajmy też w laptopach na zasilacze. Jestem chyba wyjątkowym przypadkiem, który wymieniał zasilacz już trzeci raz w ciągu 2 lat. Po prostu przestawało coś stykać (w moim przypadku jeden zasilacz był reanimowany dwa razy za pomocą lutowania kabelków), dlatego trzeba pilnować, żeby nie skręcać kabla, nie zginać. Poza tym jeśli korzystamy z zasilania, odłączmy baterię - będzie dłużej służyła.
Oczywiście możemy jeszcze komputer zalać herbatą (w moim przypadku w czasie świąt był to barszcz). Nie szukajcie wtedy na forach, co zrobić w przypadku zalania - tylko natychmiast wyłączcie komputer z zasilania i odwróćcie go do góry nogami pozbywając się cieszy, wyjmijcie baterie. Można też w takim wypadku wydrukować sobie zawczasu instrukcję postępowania. Przezorny zawsze ubezpieczony. Biegnijcie po papierowe ręczniki i suszcie, jeśli umiecie powyciągajcie klawisze. Rozkręćcie i sprawdźcie jak ma się sprawa w środku. I znów przyda się sprężone powietrze.Później zostawcie komputer do góry nogami na 24h do naturalnego osuszenia. Możecie skorzystać z serwisu, który wie jak zadbać o zalanego laptopa. Jeśli jednak jesteście pewni, że wysuszyliście a zalanie nie było spore, to po 24h możecie włączyć komputer. W moim przypadku jeszcze jakiś czas wieszały się klawisze, ale koniec końców usterka minęła.
Jeśli chodzi o wady fizyczne - to byłoby na tyle.

Pora na małe podsumowanie dla leniuchów ;)
1. Nie trzymamy laptopa na kolanach, kocu, bo grozi to przegrzaniem - lepiej użyć stolika lub podkładki chłodzącej.
2. Raz na jakiś czas odkurzamy wszystkie wyloty laptopa za pomocą sprężonego powietrza.
3. Staramy się nie rzucać komputerem!
4. Uwaga na zasilacz, nie skręcamy kabli, nie zginamy, niech swobodnie leży.
5. Używając zasilania z sieci, odłączmy w tym czasie baterię. Będzie nam dłużej służyła.
6. W razie zalania - komputer natychmiast wyłączamy, odwracamy do góry nogami, wylewamy wodę, osuszamy ręcznikami, rozkręcamy i staramy się wszędzie dotrzeć. Jeśli nie jesteśmy ekspertami - udajemy się do serwisu.

W kolejnej odsłonie postaram się napisać o podstawowych zasadach bezpiecznego korzystania z internetu, o tym jakie programy antywirusowe, firewalle bezpłatnie pobrać z internetu, kiedy aktualizować, w jaki sposób oraz jak dbać o porządek na dysku, żeby go nie zaśmiecać.

29 listopada 2011

Dekoracje ścienne.

Poza różnymi rodzajami farb, które omówiłam w którymś z poprzednich postów, istnieje jeszcze wiele innych opcji, które świetnie zdobią nam ściany. O tym będzie w dzisiejszym odcinku :) Wszystkie wymienione przeze mnie przykłady zobaczycie w konkretnych aranżacjach.
Zacznę od opcji, która kiedyś była najbardziej popularna. Dziś stosowana na ścianach nie w całości, tylko fragmentarycznie. Chodzi oczywiście o tapetę i jej młodszą siostrę - fototapetę. Tapeta wróciła do łask, ale w nieco odmienionej formie. Trzeba wiedzieć jak ją stosować, żeby zdobiła a nie przytłaczała i szpeciła wnętrze.


Źródło: urzadzamy.pl

W sypialni tapeta została użyta jako przedłużenie zagłówka. Jednocześnie podobny wzór projektant zastosował jako obraz na ścianie obok. Bardzo fajny trik z obramowaniem kawałka tapety, zwłaszcza jak nam zostanie a chcielibyśmy go sensownie wykorzystać i przy okazji ozdobić. 

Żródło: remontujemydom.pl

Powyżej świetny przykład fototapety. Najlepiej prezentuje się na sporej wielkości powierzchniach, drukowana na dużych formatach. Ta forma ściennej dekoracji daje świetne możliwości. Możemy drukować wybrane przez nas zdjęcia - nie ma tutaj żadnych ograniczeń poza naszą wyobraźnią. Chcąc spersonalizować nasze cztery kąty można drukować własne zdjęcia. Poza tym fototapetę możemy przyklejać na drzwi albo fronty szaf. Na dobrą sprawę - nie musimy nawet wychodzić z domu, wystarczy przesłać plik do drukarni i już! Myślę, że największym problemem na jaki napotkacie nie mając doświadczenia to przyklejenie brytów tapety równo, ale przecież zawsze można prosić kogoś o pomoc, prawda? I jeszcze jeden plus takiej fototapety - spełnia funkcję obrazu wielkoformatowego - tu ukłon w stronę estetów :)

Jeśli jesteście fanami stylu skandynawskiego (chociaż nie jest to konieczność) to na pewno spodobają Wam się bielone deski na ścianach. Oczywiście, mogą być w dowolnym kolorze, ale mnie urzekły właśnie białe.


Źródło: emmainspiration.blox.pl
Nie znalazłam dokładnie takiej aranżacji, o którą mi chodziło, ale ta jest bliska ideałowi. Bielone deski na ścianach, w zależności od tego, jak są malowane mogą wnętrzu nadawać rustykalności (te poprzecierane) lub nowoczesności. Co pewne, to fakt, że świetnie rozjaśniają małe pomieszczenia. Jak widać na załączonym obrazku - można je wykorzystać do wieszania obrazów lub półek. Aranżacja, która mi się spodobała, miała deski przymocowane wcześniej do dwóch pionowych belek a nie bezpośrednio na ścianę. Między deskami był odstęp, więc prześwitywał kolor ściany spod spodu. Dodatkowo było to podświetlone lampkami od góry. Wyobrażacie to sobie?
Ciekawie wygląda daje również podświetlony na ścianie kamień dekoracyjny. Bardzo łatwo się go nakłada, bo jest produkowany w takich płytkach pojedynczych jak kafelki. Wystarczy nałożyć klej i przymocować. Taki kamień można też przemalować, jeśli nam się opatrzy jego kolor. Można dostać zawrotu głowy od wyboru, jaki oferuje rynek w tym zakresie. Dobrze też nie przesadzić z nim i zaznaczyć w ten sposób np. ścianę telewizyjną, bądź potraktować to jako oddzielenie funkcji jadalnej salonu od wypoczynkowej. W za dużej ilości po prostu przytłacza i wnętrze staje się zimne i nieprzytulne. Tak na marginesie, lepiej kierować się przy dekorowaniu wnętrz zasadą - mniej znaczy więcej (lepiej).

Źródło: muratordom.pl

Kolejną nowinką jest mata sibu. Ciężko znaleźć mi porządną stylizację wnętrza z tym materiałem, bo to cały czas dość mało popularne w domach. Ze strony matysibu.pl dowiadujemy się, że w ofercie firmy znaleźć można maty naścienne, na meblowe imitujące skórę, metal, kamień, drewno oraz wzory 3D.Z tego, co mi wiadomo, nie jest też problematyczna w przyklejaniu i łatwo utrzymać dzięki niej czystość. Maty z połyskiem nadają się do małych wnętrz rozświetlając je i optycznie powiększając.

Źródło: sibu.at
Na ścianę w kuchni między szafkami lub przy kuchence (zwłaszcza tam, bo trudno tam o czystość przy strzelającym tłuszczu i innych bulgoczących potrawach) świetnym rozwiązaniem staje się pleksi lub szkło. Pleksi jest w różnych kolorach i świetnie można je podświetlić. Ponadto pod pleksi można przykleić fototapetę i uzyskujemy tym samym dizajnerskie wnętrze i łatwość utrzymania ściany w czystości. Oto kilka przykładów:

Źródło: domosfera.pl
To podświetlenie jest łatwe do wykonania przy pomocy węża świetlnego z lampek LED.

Źródło: podajdalej.pl
Źródło: e-mieszkanie.pl
Oczywiście kuchenne ściany to w większości domów płytki ceramiczne, równie często stosowane w łazienkach.
Zapomniałabym o jeszcze jednej ciekawej dekoracji a mianowicie - szablony oraz naklejki ścienne. Można wybierać z tysięcy szablonów lub zaprojektować swój własny. Do mnie najbardziej przemawia motyw roślinny - najbardziej neutralny i naturalny.

Źródło: muratordom.pl


A pamiętacie boazerię, słomianą makatkę, korek lub po prostu dywan? Takie rzeczy też można zawieszać na ścianę, wszystko zależy od gustu - ja jednak, na potrzeby estetyczne tego bloga, nie zaserwuję Wam przykładów takich wnętrz ;)

27 listopada 2011

Jak dbać zimą o samochód?

Teoretycznie wszyscy kierowcy powinni być już po wymianie opon na zimowe. Jeśli tak nie jest, z powodu długich kolejek u wulkanizatora, to proponuję jak najszybciej zarezerwować termin. Minusowe temperatury w nocy i od rana to nie najlepsza pora na naukę wpadania w (kontrolowany) poślizg, zwłaszcza kiedy człowiek spieszy się do pracy. Po wymianie opon dobrze by było sprawdzić w nich ciśnienie. Można prosić o to albo wulkanizatora albo pracownika stacji - podejrzewam, że za opłatą niestety.
Co jeszcze powinna wiedzieć w tym temacie zagubiona kobieta? Na przykład to, że wskazane jest dolanie zimowego płynu do spryskiwaczy do zbiorniczka, który znajduje się pod maską. Pozostając przy temacie spryskiwacza - sprawdźmy też jak zbierają nam wycieraczki. Jesienią i zimą częściej pada coś z nieba, odmrażamy szyby - sprawne i dobrze zbierające wycieraczki to absolutna konieczność! W marketach mamy spory wybór i każdy znajdzie coś dla siebie. Na dobrą sprawę mając problem z wyborem odpowiedniej długości - weźmy ze sobą do sklepu jedną wycieraczkę i porównajmy. Poza tym na odwrocie opakowania mamy wykaz, do jakich marek są one odpowiednie. Z tym odczepianiem wycieraczek możecie mieć mały problem - oczywiście zależy od autka, jakim jeździcie. Moją poniesioną ofiarą był złamany paznokieć - no ale czego się nie robi dla bezpiecznej jazdy ;) Jeśli macie sprawne wycieraczki - to ten jeden problem macie z głowy.
Kolejna kwestia - samochód stoi pod chmurką i boicie się, że nie odpali przy dużych mrozach? Na pewno trzeba naładować akumulator i w silnikach benzynowych (nie daję głowy jak jest w innych) można dolać pół butelki denaturatu. Często powodem unieruchomienia silnika jest zamarzająca woda w przewodach paliwowych. Denaturat wiąże wodę, która może znajdować się w baku i przez to chroni nas przed tego typu nieprzyjemnymi niespodziankami. W internecie można spotkać się z różnymi opiniami na ten temat - ja metodę stosuję 2 lata i działa - na pewno nie zaszkodzi! Oczywiście można na stacji kupić też odpowiednie preparaty do rozruchu silnika zimą, ale prawdopodobnie też zawierają w sobie alkohol.
Jeśli jednak powyższe powody zawiodą to musicie zgłosić się do mechanika, bo wina nie leży wtedy po stronie mrozu, z którym radzić sobie możemy sami. Warto mieć przy sobie komórkę, żeby wezwać w takich przypadkach taxi, co by do pracy się nie spóźnić lub wersja dla oszczędnych: bilet na tramwaj lub autobus. Trzecia wersja dla zaradnych: zadzwońcie po kogoś znajomego z pracy z prośbą o podwózkę :)
Wychodzicie z domu i macie zamarznięte szyby? Koniecznie kupcie odmrażacz do szyb - jest łatwiej poradzić sobie z tym problemem. Nie zapominajcie też o skrobaczce do szyb. Najlepsza będzie ta najprostsza i znana od dawien dawna naszym ojcom i dziadkom, mamom i babcią też, co by nie dyskryminować:

Źródło: akcesoria-auto.pl
Próbowałam nawet tej z rękawiczką w zestawie, ale jest niewarta zachodu. Przyda się nam też gąbeczka z irchy, żeby zbierać wodę od środka, bo niestety lubi się zbierać jakimś dziwnym trafem. To oznacza,  swoją drogą, że macie w samochodzie wilgoć. Otrzepujcie buty od śniegu przed wejściem do samochodu. Jeśli macie gumowe dywaniki to wystarczy osuszać - wylewając zbierającą się wodę. Niestety ja mam welurowe, które lubią wilgoć. Rady są dwie: przynoście je ze sobą do domu i suszcie przy kaloryferze lub połóżcie pod dywanik makulaturę. Kiedy gazeta będzie mokra - wymieńcie na suchą. Czasami, w zależności od samochodu, żeby poradzić sobie z wilgocią w samochodzie, wystarczy wymienić filtr powietrza. Nie jest to duży wydatek.
Mam centralny zamek, samochód otwieram za pomocą pilota, więc marznący zamek nie jest dla mnie problemem. Gorzej jak muszę dostać się do bagażnika - tam pilot już nie ma kompetencji, więc staram się nosić w torebce (ważne, żeby mieć przy sobie a nie w aucie) mini spray do rozmrażania zamków (również nie drogi). Musicie jednak pamiętać, że to jest dobre raz na jakiś czas, ale nie na stałe, bo zamek potrzebuje smaru a dzięki temu preparatowi pozbywamy się go.
Przy dużych śniegach i stale zasolonych drogach warto pamiętać, żeby w cieplejszy dzień udać się na myjnie, żeby zmyć sól z karoserii i podwozia (sprawdźcie, czy myjnia oferuje pakiet z myciem podwozia). Najlepiej jak pojedziecie na myjnie (przed umyciem odkręcamy antenę, składamy lusterka i upewniamy się, że mamy zamknięte okna i drzwi)  a potem udacie się na parking podziemny/nadziemny (byle samochodowi było ciepło) w jakimś markecie, zrobicie przy okazji zakupy (zazwyczaj trwają długo, zwłaszcza te przedświąteczne) a samochód zdąży Wam wyschnąć. A propos śniegu, warto wozić ze sobą zmiotkę do odgarniania samochodu, podobno przydaje się też saperka - na szczęście nie musiałam używać, bo mam wielką szuflę w domu ;)
Może się zdarzyć też tak, że przymarzną Wam drzwi i nie będziecie mogli ich otworzyć. Broń Boże nie szarpcie ich w furii. Postarajcie się opukać pięścią dookoła i może pomoże...a może nie (wtedy czekacie do wiosny;)). Na to również jest sposób - wystarczy posmarować uszczelki wazeliną techniczną (w postaci oliwki jest) - można kupić ją na stacji benzynowej lub w sklepie typu castorama, praktiker.
Przy odśnieżaniu miejcie włączony silnik, niech już samochód się nagrzewa, ale wyłączcie światła i radio (szkoda akumulatora - w ogóle jeśli nie musicie to przy mocno minusowych temperaturach nie używajcie radia i zbędnych "pobieraczy" energii). Wiadomo też, że szybciej nagrzewa się w samochodzie w czasie jazdy, więc nie stójcie i nie wypalajcie bez sensu benzyny czekając aż się zrobi ciepło i miło. Po prostu trzeba zacisnąć zęby i w drogę!
Dla kogoś, komu nie chciało się przeczytać całego posta - lista samochodowego, zimowego MUST HAVE (ostatnio modne powiedzonko), czyli na polskie tłumacząc - coś, co absolutnie musicie mieć w okresie zimowym:
1. dobra skrobaczka
2. zimowy płyn do spryskiwaczy
3. odmrażacz do szyb w spray'u
4. odmrażacz do zamków w spray'u
5. zmiotka
6. gąbka z irchy
7. zimowe opony
8. saperka (jeśli mieszkacie na odludziu)
9. zawsze naładowany telefon komórkowy ;)

I na koniec życzę Wam bezpiecznej jazdy w tych trudnych, zimowych warunkach. Mam nadzieję, że z moimi radami będzie łatwiej.

25 listopada 2011

Wieszak na biżuterię - DIY.

Problem z biżuterią polega na tym, że mamy jej dużo a nie ma gdzie przechowywać. Przecież nie nosimy na co dzień wszystkich par kolczyków, koralików i bransoletek. Jak już mamy szkatułkę to w krótkim czasie okazuje się dziwnie za mała. Łańcuszki się plątają, nie można znaleźć drugiego kolczyka. Szukając czegoś na hurra łatwo o zepsucie biżuterii. Przeglądając jakąś gazetę trafiłam na pomysł, który wcieliłam w życie i teraz mi dobrze służy. Stworzyłam w parę minut wieszak na biżuterię.

Mój wieszak na biżuterię. Aby powiększyć - kliknij w obrazek.

Potrzebne będą:
1 wieszak (lub więcej w miarę zapotrzebowania)
gwoździe
młotek
kombinerki
deska (jako podkładka)
coś do przyozdobienia wedle uznania

Jak to zrobić?
1. Wybieramy drewniany, dość solidny wieszak.
2. Potrzebne są gwoździe - ja zużyłam 19 sztuk.
3. Wbijając gwoździe w wieszak pamiętajmy, żeby nie przebić na wylot, bo przy wieszaniu gwoździe będą nam o wszystko haczyły. Najlepiej położyć wieszak na deskę, którą możemy uszkodzić - nie polecam robienia tego na stole w domu.
4. Nie odmierzałam odległości gwoździ. Zaczęłam od dwóch górnych i potem starałam się na oko przybijać równolegle do gwoździa z drugiej strony.
5. Na końcu potrzebne są kombinerki lub inne obcęgi, żeby delikatnie zagiąć każdy gwoździk ku górze, żeby biżuteria nam się nie zsuwała.
6. Ważne, żeby kolczyki wieszać we względnej równowadze, co by wieszak prosto wisiał :)

Swój wieszak zawiesiłam na boku regału, jest mało widoczny. Regału nie przesuwam ciągle, także nie ma obawy, że kolczyki spadną. W związku z tym, że mój wieszak jest w podobnym kolorze do regału - nie musiałam go ozdabiać. Jeśli jednak chcecie to proponuję pomalować lakierem do drewna w wybranym przez Was kolorze (przed wbijaniem gwoździ). Można narysować wzorki przy pomocy lakieru do paznokci albo owinąć wieszak wstążeczką z materiału. Wszystko zależy od Waszej inwencji twórczej.
Jeśli jakimś cudem nie macie wieszaka a macie kawałek deseczki to możecie zrobić to samo i powiesić przy pomocy kolejnego gwoździka do ściany. Kolczyki możecie też wieszać na tablicy korkowej.
Jeśli macie problem z wisiorkami, łańcuszkami, naszyjnikami to ja rozwiązałam to w następujący sposób:


Po prostu część koralików można zawiesić na lampce nocnej przytwierdzonej, w moim przypadku, do półki. W takim wypadku nigdy Wam się nie popląta. Resztę biżuterii możecie trzymać w szkatułce, w której tym sposobem, jest znów więcej miejsca (co może oznaczać, że można by coś dokupić ;))

Jeśli jednak, z różnych powodów, macie awersję do młotka lub gwoździ, to ostatnio widziałam taki wieszak w sklepie PEPCO (ok. 20 zł). Tutaj znaleziony na stronie przestrzen.com.pl stojak na biżuterię - model bardziej dizajnerski jak widać na załączonym obrazku :).

Źródło: przestrzen.com.pl

Nietypowe rodzaje farb do wnętrz.

Dziś chcę przedstawić nietypowe opcje dla osób, które stoją przed dylematem: czym pomalować pokój? Temat powstał, ponieważ jestem wielką fanką programów i czasopism o metamorfozach wnętrz. Oglądając kilka odcinków człowiek łapie się za głowę i zastanawia - dlaczego ja nie miałem pojęcia o istnieniu farby tablicowej? Dlaczego nikt mi nie powiedział o farbach dla alergików? Dlatego właśnie uwielbiam te programy. Zawsze czymś zaskakują! I dziś właśnie mam zamiar, co niektórych z Was, zaskoczyć takimi nowinkami. Dla tych, którzy jakąś wiedzę już mają - niech ten post stanowi małą ściągawkę, po którą sięgnięcie, jak coś się Wam zapomni. No to zaczynamy!
Obecnie na rynku jest wiele rodzajów farb. W ferworze remontowych wyborów i podejmowania szybkich decyzji można dostać prawdziwego zawrotu głowy. Mamy farby bezzapachowe, dla alergików, szybkoschnące, tablicowe, z dodatkiem środka grzybobójczego, magnetyczne, lateksowe, winylowe, akrylowe, olejne...i teraz pytanie? Które są do czego, czy winylowe są dobre do wnętrz czy raczej na zewnątrz i czy jeszcze używa się do czegoś farb olejnych? Nie martwcie się - nie będę Was tym wszystkim zamęczać - no chyba, że będzie na to specjalne zamówienie :). Wymieniłam je tylko dlatego, żeby obiły Wam się te nazwy o uszy. Łatwiej potem w sklepie wiedzieć, jaki ma się wybór a sprzedawca powinien z uśmiechem na twarzy opisać Wam działanie i sposób użycia tychże farb. Czasami wystarczy wiedzieć, o co spytać. Przy wyborze farb spytajcie też o to, czy wybrana przez Was farba ma różne stopnie połyskliwości. Możecie zażyczyć sobie matową, półmat, satynową, połysk i pół połysk. Należy też pamiętać, że innych farb użyjemy do sypialni i pokojów dziennych,a innych do łazienek, kuchni czy przedpokoju.
Dziś jednak chcę skupić Waszą uwagę na farby dekoracyjne - tablicową,  magnetyczną, strukturalną, farbę do efektu pękania, farbę z dodatkiem kwarcu, masę welurową...oj jest tego jeszcze sporo!

Farba magnetyczna - zawiera żelazo, dzięki czemu uzyskujemy efekt tablicy magnetycznej. Najpierw nakładamy farbę magnetyczną, następnie dowolną farbę o wybranym przez nas kolorze. Należy sprawdzić przed zakończeniem malowania, czy efekt magnesu jest wystarczający - jeśli nie należy powtórnie pomalować. W taki sposób tworzymy naszą domową tablicę informacyjną bez dodatkowego jej kupowania. Poniżej krótki filmik, jak to działa, dzięki któremu widać, że nie  tylko mnie zachwycił ten wynalazek:


Farba tablicowa - najszersze zastosowanie znajdzie w pokoju dziecięcym, w restauracji lub w kuchni na niewielkim obszarze. Można po niej pisać kredą i nie denerwować się, że znów trzeba będzie przemalować ścianę :)


Co ciekawe, farbę magnetyczną można połączyć z tablicową i tym samym mamy 2w1 :) Najpierw malujemy ścianę farbą magnetyczną, następnie tablicową. Ważne, aby sprawdzić skład chemiczny farby. Niektóre z nich mają intensywny, nieprzyjemny zapach. Na szczęście na rynku są też te bez zapachu.

Farba strukturalna - występuje najczęściej w postaci masy, którą dodaje się do zwykłej farby akrylowej. Przy odpowiedniej zmianie proporcji można uzyskać różny wygląd struktury. Dzięki tej farbie możemy nadać ścianie różne wzory za pomocą gąbki, grzebienia, wałka - co nam przyjdzie do głowy.

Źródło: muratordom.pl

Farba do efektu pękania - jeśli znacie pękający lakier do paznokci to wiecie jak działa ta farba. Na pomalowaną ścianę nakładamy ten preparat, który kurczy się tworząc efekt pęknięć.

Źródło: kanał YouTube użytkownika Alpinafarby

Farba z dodatkiem kwarcu - cząsteczki kwarcu nadają powierzchnią efekt mieniącego się piasku na ścianie. Nakładamy tę farbę również jako ostatnią warstwę.

Masa welurowa - najzwyczajniej w świecie dotykając ścianę mamy wrażenie, że dotykamy jakiegoś materiału. Daje to uczucie ciepła i przytulności we wnętrzu. Nie sądzę jednak, żeby był to najlepszy efekt na całą ścianę.

Tak naprawdę pokazałam Wam tylko kilka propozycji dekorowania ścian przy pomocy farb.
W przyszłości zamierzam pokazać też, jak można wykorzystać inne materiały przy dekorowaniu wnętrz. Nie musimy się już ograniczać jedynie do zmiany koloru farby, teraz jest cała gama nowatorskich pomysłów dla amatorów dekorowania.

23 listopada 2011

Jaki wybrać ekspres do kawy? I kilka słów o spieniaczu do mleka.

Jeśli nie wyobrażacie sobie zacząć dnia bez kubka gorącej, aromatycznej kawy to ten post jest dedykowany właśnie Wam! Kawę nauczyłam się pić dopiero kilka lat temu. Po prostu lubię jej smak - nie posądzam się o uzależnienie od kofeiny (prędzej o uzależnienie od czekolady;)). Pijałam w różnych kawiarniach, restauracjach i kafejkach. W każdym miejscu smak był inny. Jednak mimo wszystko człowiek najczęściej pije kawę w domu do śniadania (lub zamiast śniadania w moim przypadku). Wszyscy dobrze wiemy, jak ważne jest, żeby zacząć miło dzień. I właśnie tym małym akcentem, jakim jest kubek kawy, możemy to sprawić. Jednak, żeby tak było, musimy się postarać o dobry sprzęt i dobrej jakości kawę. Zawsze (odkąd stałam się kawoszem) chciałam mieć swój własny ekspres ciśnieniowy. Kupiłam go około 3 lata temu za zawrotną kwotę 600 zł. Jak się okazało, wtedy jeszcze za mało wiedziałam o ekspresach i wybrałam nie najlepszy (ale zły też nie jest). Kupiłam Rowentę Adagio z dyszą spieniającą mleko - to był ważny element, który jak na ironię losu nie działał.

Oto rzeczony ekspres.

Początkowo myślałam, że zwyczajnie nie umiem tego obsługiwać, ale po przejrzeniu forów internetowych okazało się, że większość użytkowników tego wspaniałego sprzętu nie umie. Niektórzy byli tak sprytni, że zrobili mały tuning i jakimś cudem działało - ile w tym prawy a ile legendy - nigdy się nie dowiem :) Tak czy owak, kawę parzył znośną, więc zaczęłam się zastanawiać nad dokupieniem spieniacza do mleka osobno. Dla mnie był to absolutnie konieczny gadżet. Najpierw zakupiłam taki ubijacz:

Zdecydowanie nie polecam!

Możecie go kupić pod warunkiem, że lubicie wlewać do kawy zimne, gęste mleko - inaczej nie ubija. Moim następnym wyborem był spieniacz do kawy z Ikei. Nie działał długo, zużyłam 4 sztuki, kosztuje ok. 6 zł. W tym przypadku mleko należało podgrzać, ale nie przegrzać. Mój ostatni wybór padł na ten oto spieniacz, który kosztował ok. 20 zł i nie ma sobie równych! Spienia mleko w kilka sekund (oczywiście odpowiednio podgrzane).

Zdecydowanie polecam!

I tak skompletowałam mój zestaw prawie idealny. Piszę prawie, bo mniej więcej rok później piłam kawę u mojej siostry. To był ten moment, w którym kropla przelewa czarę goryczy...Jej kawa była o niebo lepsza od mojej, i o niebo lepsza od innych, które piłam kiedykolwiek, gdziekolwiek! Jak uzyskała ten efekt? Dostała w prezencie kawiarkę (kafetierę, zaparzacz do kawy) włoskiej firmy Bialetti. Zaczęłam szukać w internecie, gdzie można taką zakupić - znalazłam, zamówiłam, poczytałam trochę o niej i właśnie tu zamierzam ją teraz przedstawić. Kosztuje ok. 80 zł już z przesyłką. Jest dostępna w różnych pojemnościach. Podobno najlepszą kawę uzyskuje się z kawiarki przeznaczonej na 3 filiżanki - taką kupiłam (tak naprawdę wychodzą dwie filiżanki według mnie).

Oto oryginalne włoskie pudełko...
i oryginalna włoska kawiarka po złożeniu :)

Dodam dla jasności, ponieważ wiele osób nurtuje to pytanie, że kawiarka bialetti ma płaskie dno od zewnątrz i w środku.

I teraz kilka ważnych rad, jeśli decydujecie się właśnie na tę kawiarkę:
1. Należy do niej zakupić kawę grubiej mieloną - ponieważ proces parzenia trwa dłużej niż w ekspresach ciśnieniowych. Zasada brzmi, że im szybciej parzymy kawę, tym kupujemy drobniej zmieloną.
2. Koniecznie kawiarka musi być włoskiej firmy - Włosi nie mają tutaj sobie równych, żaden polski zamiennik nie da takiego smaku.
3. Są modele na płytę indukcyjną i kuchenkę tradycyjną - sprawdźcie przed zakupem!
4. Kawiarki nie myjemy płynem z detergentem - opłukujemy tylko wodą.
5. Nie wolno też chować jej do szafki skręconej i mokrej. Zostawiamy ją do wyschnięcia w częściach (i tak też przechowujemy).
6. Kawiarkę należy od czasu do czasu odkamienić.
Jak krok po kroku korzystać z takiej kawiarki dowiedzieć się śledząc mojego bloga w najbliższej przyszłości.

Dlaczego, w takim wypadku, nie warto kupować ekspresu ciśnieniowego lub na kapsułki? To się zwyczajnie nie opłaca biorąc pod uwagę relację ceny do jakości. Na warunki domowe kawiarka w zupełności zadowoli a kawę z ekspresu ciśnieniowego zawsze możemy kupić w kawiarni. Kawiarka ma też przewagę gabarytową nad ekspresem. Wniosek: mój ekspres za 600 zł przegrał z kawiarką za 80 zł. Dlaczego, w takim razie, nie kupiłam ekspresu na kapsułki? Poza tym, że wtedy nie było dużego wyboru to cena kapsułek była (i nadal jest) powalająca - za 20 zł otrzymamy 6 kaw! Owszem, ekspresy te nie są najdroższe - ok. 300 zł (byle nie kupować ich przed świętami), to łatwo obliczyć, że za 24 kawy kupimy porządną włoską kawiarkę! Biorąc jednak na bok oszczędności to możemy w każdej z kategorii kupić bardzo dobry sprzęt wydając grubo ponad tysiąc złotych. Moim zdaniem nie warto.
I na koniec gadżet dla podróżujących kawoszy - handpresso (ręczny "ekspres" do kawy). Jeśli ktoś już go wypróbował to bardzo proszę o recenzję :) Tutaj filmik z YouTube pokazujący jak to wygląda i jak używać:


A na koniec końców chcę pokazać jak wygląda kawa, którą serwuję moim gościom. Wygląda nieźle a dzięki moim kuchennym gadżetom jeszcze lepiej smakuje. I niech to stanowi ostatni argument za tym, żeby kupić włoską kawiarkę! :)

22 listopada 2011

Tytułem wstępu, czyli o czym ten blog?

Założyłam go z myślą o wszystkich kobietach, które na czymś się nie znają i nie mają kogo spytać. Chciałam Was zabrać w podróż po męskim (i nie tylko) świecie wynalazków, gadżetów, umiejętności i innych dziedzin (teoretycznie) typowo męskich, które dotąd udało mi się odkryć. Chcę udowodnić, że my - kobiety też potrafimy sobie świetnie radzić, kiedy jesteśmy zdane same na siebie. Podkreślam w tym miejscu, że nie jestem zagorzałą feministką ;) Po prostu lubię majsterkowanie w każdej formie. Może bagaż doświadczenia jeszcze niewielki, ale będę go rozwijać razem z Wami i dla Was. Jeśli będziecie chciały, żebym o czymś napisała - dajcie mi znać w komentarzach a postaram się sprostać wymaganiom :)
O czym będzie ten blog konkretnie? Otóż, przygotowałam już kilka tematów, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Wkrótce napiszę o komputerach i samochodach w rękach kobiety. Będę chciała też zachęcić Was do zakupu kawiarki zamiast ekspresu do kawy oraz zainteresować pracami malarsko-stolarskimi. Omówię narzędzia, które powinnyście znać chcąc majsterkować, postaram się udowodnić, że lutowanie może być fajnym zajęciem (i pożytecznym). Sprzedam Wam też patent na wieszak na biżuterię. Będzie trochę tematów kobiecych i trochę męskich. Każdy znajdzie coś dla siebie. Postaram się, żeby ten blog był maksymalnym uproszczeniem skomplikowanych instrukcji obsługi, zawierał w jednym miejscu informacje zamieszczone na 20 różnych forach tematycznych. Niech to będzie wreszcie wiedza w pigułce o majsterkowaniu przez kobiety. Ma być prosto, jasno, czytelnie, konkretnie i na temat. Patrząc po wstępie, nad tym konkretnym, będę musiała jeszcze popracować! :)