30 marca 2012

Tablica na zapiski kuchenne - DIY.

Mój dzisiejszy projekt jest ekologiczny :) Ile już zużytych w moim domu było żółtych karteczek to nie zliczę nawet. Zawsze rano czekały komunikaty: na obiad kotlety, kup makaron, trzeba odebrać lekarstwo z apteki, idź na pocztę...
Nie wiem, czy znacie to, ale u mnie to niekończąca się historia. Od dziś zaoszczędzimy na karteczkach przynajmniej ;)

Potrzebne będą:

- kawałek sklejki (zależy od tego, jak duża tablicę planujecie)
- narzędzie wielofunkcyjne DREMEL 8200
- farba tablicowa (można kupić w sklepie z artykułami dla plastyków małą buteleczkę, ok 11 zł)
- wałeczek do malowania
- taśma malarska
- papier ścierny (im drobniejszy tym lepiej, ja miałam o grubości 240)
- wata stalowa
- wyrzynarka

Na początku trzeba wymyślić sobie kształt w jakim chcemy mieć tablicę. Im prostszy tym będzie nam łatwiej. Wymyślałam różne filiżanki, wazy, dzbanuszki, ale z moją wyrzynarką nie byłoby łatwo wyciąć takich wymyślnych kształtów, więc został wytypowany kształt tablicy szkolnej ;)

TABLICA KROK PO KROKU:

1. Rysujemy interesujący nas kształt ołówkiem na sklejce i wyrzynamy go przy pomocy wyrzynarki.

Strasznie to ciężkie urządzenie i szarpie.

W finalnym efekcie otrzymujemy coś takiego:

Brzegi są poszarpane i należy je wygładzić.

2. Szlifujemy brzegi tablicy przy pomocy DREMELA wyrównując tym samym to, czego nie udało nam się zrobić wyrzynarką. 


3. Żeby wydobyć kształt ostrych kątów użyłam końcówki do cięcia. Świetnie nadaje się do wygładzania i wyrównywania trudno dostępnych miejsc.


4. Całość (czyli już nie tylko brzegi) szlifujemy za pomocą papieru ściernego raz przy razie. Jeśli macie drobniejszy niż 240 to go użyjcie.


5. Następnie wywiercamy otwór, żeby móc ją powiesić.

Najpierw okleiłam, później wierciłam, ale zapomniałam ten etap oklejania uwiecznić ;)

W tym punkcie pokażę również, jakich konkretnie końcówek używałam do powyższych kroków:



6. Oklejamy brzegi taśmą. Najlepiej zaznaczyć sobie je ołówkiem, żeby były proste a później przyklejać według tych linii.


7. Na tym etapie nie pozostaje nic innego jak malować tablicę farbą. Użyłam do tego wałeczka. Farbę przed użyciem wstrząsnęłam. Nie wlewałam jej do kuwetki, bo jest jej niewiele i szkoda było mi ją tracić. Farba jest gęsta, więc nałożyłam ją bezpośrednio na wałek i rozsmarowałam dokładnie. Wałka nie opłukiwałam, tylko włożyłam do woreczka, zawiązałam gumką i włożyłam do słoiczka z wodą (w ten sposób również oszczędzam farbę a wałek nie wyschnie do następnego użycia). 



8. Pozostawiamy do wyschnięcia. Schnie dość szybko, chociaż na opakowaniu każą odczekać 24 godziny. Po nałożeniu farby włoski, które są na desce uniosą się i będziecie czuć, że tablica nie jest tak gładka, jak powinna. Należy zeszlifować tę warstwę delikatnie przy pomocy waty stalowej. 


Po użyciu waty zostanie nam pyłek, którego pozbywamy się przy pomocy papierowego ręcznika kuchennego. 

9. Następnie powtarzamy krok 7 - czyli znów malujemy i po wyschnięciu krok 8 - wygładzamy. Jeśli dalej będziecie uważać, że tablica nie jest idealnie gładka to po drugiej warstwie farby znów użyjcie waty i pomalujcie po raz trzeci. Dla mnie wystarczyły dwie warstwy farby. 

10. Odklejamy taśmę z brzegów i otrzymujemy gotową tablicę na zapiski:


Jak Wam się podoba? Zrobicie sobie taką samą? 

MIŁEGO WEEKENDU! :)

29 marca 2012

Po prostu Tchibo.

Zastanawiam się, czy już oglądałyście najnowszą ofertę Tchibo*? Jest tu coś dla fanów wszelkich prac ręcznych, ozdabiania, rzeźbienia, frezowania, scrapbookingu, craftingu - jednym słowem HANDMADE w czystej postaci.
Wiele z Was ma talenty artystyczne albo dzieci (albo i to i to;)), które poszukują kreatywnej zabawy, więc odsyłam Was tutaj:

http://www.tchibo.pl/Moje-prace-z-papieru-tkanin-i-bizuterii-t400006417.html#einstieg


Wiem, że nie są to tanie gadżety, ale może komuś coś wpadnie w oko - czasami jako inspiracja sama w sobie.





*Nie, nie współpracuję z nimi ;)

26 marca 2012

Przesyłka z Irlandii i mała zapowiedź.

Bardzo ubolewam nad tym, że polski rynek wydawniczy jest ubogi w książki typu "Zrób to sam" lub "Jak zrobić coś z niczego" (mam na myśli recykling). Na szczęście dużo inspiracji można znaleźć na blogach (i tu również ciągle przodują blogi zagraniczne, chociaż polscy blogerzy nie dają za wygraną). Moja przyjaciółka, która mieszka w Irlandii ciągle mówi, że znów była w księgarni i znów sobie nakupiła masę książek i to całkiem tanio a u nas podrożały...Tak czy owak wyszukała dla mnie prawdziwą perełkę, za co jeszcze raz wielkie dzięki Madzix! :)

Niezwykłe zastosowanie dla zwyczajnych rzeczy.

Dodam też kilka zdjęć ze środka książki, bo jest świetnie zredagowana i złożona. Duuużo czytania i podszkolę angielski. Jeśli znajdę coś godnego przekazania to na pewno Wam napiszę o tym :) Ta książka to po trochu mix "Perfekcyjnej Pani Domu" z babcinymi poradami, domowym majsterkowaniem i recyklingiem.



Po kliknięciu w zdjęcie większy rozmiar.
W książce znajdziemy kilkanaście sposobów na zastosowanie sody oczyszczonej, alca-seltzer, octu, piwa, oliwki dziecięcej itp.

Garść przypadkowych porad, jakie można znaleźć w książce:
1. Dziecięcą oliwką możemy usunąć plasterki, które mocno przykleiły się do skóry albo naklejki na szafkach.
2. Kiedy skończy nam się guma do żucia, oddech można szybko odświeżyć żując (ssąc) ziarenko kawy.
3. Nitką dentystyczną można ciąć ciasta, jeśli nie mamy specjalnej żyłki lub odpowiedniego noża.
4. Zanim włożymy cięte kwiaty do wazonu można do niego włożyć aspirynę - przedłuża ich trwałość.
5. Aby wyczyścić mikrofalówkę w środku po jej zaschnięciu wystarczy wsypać do plastikowego pojemniczka lub szklanki 2 łyżeczki sody oczyszczonej i zalać szklanką wody. Ustawić najwyższą moc i włączyć mikrofalówkę na 2-3 minuty. Po zakończeniu oczyścić w środku papierowymi ręcznikami. Porada została zweryfikowana, ten sposób działa :)

Jeżeli Wam się spodoba to mogą zrobić taki cykl i raz w tygodniu takie dobre rady pisać, jeśli znajdę coś godnego uwagi oczywiście ;)

I już na koniec mała zapowiedź przyszłego (lub w zależności od szybkości pracy jeszcze następnego;)) posta.


23 marca 2012

Nowa wtyczka CommentLuv.

Dziś post z życia bloggera ;)

Jak niektórzy z Was zauważyli mam nową opcję w komentarzach, dzięki której komentując moje posty możecie (posiadając blog, stronę w wordpressie itp.) polecić mi swoje wybrane (niekoniecznie związane z tematem notki) posty. Jest to Wasza promocja bloga przy pomocy komentowania mojego. Ta wtyczka jest spolszczona i bezpłatna. Wystarczy podczas komentowania zaznaczyć kwadracik "commentluv" i wtedy z automatu wczytają się Wasze posty, wybieracie jednego i to wszystko :) Dzięki temu odwiedzając Wasze blogi, mam bezpośredni link u siebie z nową/interesującą notką. Możecie zobaczyć jak się to wyświetla w poprzednim poście, gdzie dziewczyny komentowały i zostawiały linka do siebie jednocześnie :)

Jeśli ktoś jest zainteresowany instalacją tej wtyczki na swoim blogu to zapraszam na stronę: http://www.evive.pl/jak-zainstalowac-commentluv-na-blogspot-com-video-instruktaz/ gdzie jest filmik, w którym autorka krok po kroku tłumaczy, co i jak. Posłuchajcie tutorialu do końca, bo zaznaczając złe opcje stracicie wszystkie dotychczasowe komentarze. Należy ustawić tak, żeby opcja była dostępna od Waszego nowego posta a nie dla wszystkich dotychczasowych - autorka tutorialu o tym wyraźnie mówi :) Po zainstalowaniu i uruchomieniu zauważycie to na swoim blogu dopiero przy nowej notce.

Jeszcze więcej o mechanizmie działania tej wtyczki można przeczytać tu: http://techformator.pl/instrukcja-konfiguracji-commentluv-zwieksz-ruch-na-stronie/.
Zachęcam wszystkich do instalowania, ponieważ jest to system, gdzie każdy na tym zyskuje :) Ja cieszę się na Wasze komentarze, Wy polecacie mi i moim czytelnikom swoje posty.

Mam też do Was pytanie, co daje Wam BLOGLOVIN'? Zauważyłam, że staje się to popularne, ale zupełnie nie wiem dlaczego.


Miłego weekendu! :)


Aktualizacja: od 4 lipca przestałam używać tej wtyczki, ponieważ wielu czytelników było niezadowolonych. Po powrocie do starego formularza komentarzy okazało się, że komentarze zostawiane przez wtyczkę CommentLuv przepadły. Jeśli będziecie kiedyś instalować tę wtyczkę to weźcie to pod uwagę.

20 marca 2012

Jak wygląda przegląd samochodu?

Raz do roku nasze auto idzie do badania technicznego. Nowe auto wymaga przeglądu w terminie do 3 lat od zakupu i następny przegląd po 2 latach a później już co roku.

Przyszedł czas na moje - w dość kiepskim dla mnie momencie finansowym, więc nie zdążyłam wcześniej odwiedzić mechanika. Warto jednak odwiedzić wcześniej serwis, żeby nie być niemile zaskoczonym, gdy zapłacimy 99 zł (dla samochodów benzynowych, z instalacją gazową jest to większa kwota) i okaże się, że nie dostaniemy pieczątki dopuszczającej do dalszej eksploatacji naszego pojazdu. Wtedy nikt nam nie zwróci tych 99 zł, tylko będziemy musieli naprawić co trzeba i wrócić wydając kolejne 99 zł....

Łączę przegląd techniczny z wizytą u mechanika, ponieważ tak łatwiej pamiętać o regularnych wymianach oleju, filtrach, dolaniu płynów (chodzi o płyn hamulcowy, płyn w układzie chłodzenia, płyn do spryskiwaczy - o to powinniśmy dbać sami regularnie, a także olej w układzie wspomagania) - powinniśmy robić to co roku - przecież sprawny samochód zwiększa nasze bezpieczeństwo na drodze, chyba nikomu nie trzeba tego udowadniać. U mnie szczęśliwie przegląd zbiega się z końcem zimy, więc ewentualne zimowe uszkodzenia wyjdą szybciej. Przy okazji wymieniam też opony na letnie (jeśli aura na to pozwoli). Wiosenne pucowanie samochodu mam już na szczęście za sobą, skończyło się ono ukąszeniem przez pszczołę....trzeba mieć szczęście, żeby zostać zaatakowanym już na początku marca ;)

Jakoś zawsze przegląd mnie przerażał i przerażać pewnie będzie - no chyba, że będę jeździła nówką sztuką...za X lat ;)
Boję się panów mechaników, którzy wydają mi niezrozumiałe polecenia...boję się wjeżdżać na kanał (mój samochód jest taki wąski, że z łatwością ten kanał by go pochłonął ;)). I powiedzmy sobie szczerze, nie mam "gadanego" (jeśli byłoby coś nie tak - a zauważam, że to pomaga). Jeśli chce się "gadać" to najpierw trzeba wiedzieć o czym - mój brak wiedzy wyszedłby natychmiast i tylko zrobiłabym z siebie przysłowiową blondynkę. Chyba sami rozumiecie, dlaczego mnie to stresuje. Poza tym mój samochód nie jest już najmłodszy i ma wady.

Na pierwszym przeglądzie pan diagnosta  zmusił mnie, żebym wjechała na kanał sama i mną kierował, wydawał komendy - robiłam, co kazał, mruczał coś pod nosem, pokazywał na monitorze, samochodem trzęsło, zgrzytało, piszczało...koszmar. Wbił pieczątkę, powiedział, że coś do poprawki i puścił mnie do domu - gdybym pojechała sama to  nie wiedziałabym, co muszę zreperować.
Drugi raz również wjeżdżałam na kanał - wcale nie stresowałam się mniej niż za pierwszym - i powtórka z rozrywki. Nikt mi nie wytłumaczył, co w danej chwili mi sprawdzają i jak to odczytać. Tak, jakby wszyscy musieli być biegli w motoryzacji...

Trzeci raz był dzisiaj i pan najwidoczniej patrząc na mnie (a za każdy razem byłam gdzie indziej) stwierdził, że sam wszystko zrobi (wreszcie!) :D Zabrałam mojego tatę, który tłumaczył mi wszystko i stąd wiem, że zostały mi dziś sprawdzone:
- amortyzatory przednie i tylne (to pierwszy etap, kiedy wjeżdżamy przednimi a później tylnymi kołami i platforma trzęsie naszym samochodem niemiłosiernie - chyba, żeby wszystkie śrubki się poluzowały;))
- hamulce przednie i tylne (wjeżdżamy oponami na rolki, które pan mechanik włącza pilotem, które kręcą nasze koła i w tym momencie musimy wcisnąć hamulec - raz jeden, raz drugi; na monitorze pojawiają się jakieś niezrozumiałe komunikaty, ale najwidoczniej są one pozytywne, bo jedziemy do ściany przed siebie, na której jest lustro i w ten sposób sprawdzamy światła)
- światła - wszystkie (przednie, tylne, postojowe, kierunkowskazy, stopu, przeciwmgielne) przy pomocy dziwnego urządzenia, nie tylko sprawdza się czy działają, ale też ich ustawienie
To jeszcze nie koniec, następnie otworzył maskę i bagażnik i sprawdził, co słychać w środku, łącznie z numerami VIN. Później zszedł do kanału i obejrzał, czy nie ma luzów żadnych ani wycieków np. oleju, czy coś jest niepordzewiałe itp. Na tym szczęśliwie zakończył się mój przegląd pomyślnie, ale może być bardziej szczegółowy.

Mogą nam dodatkowo sprawdzać:
- rurę wydechową (to się chyba nazywa fachowo układ wydechowy, czyli chodzi o to czy nasz samochód nie przyczynia się do nadmiernej emisji spalin)
- datę ważności gaśnicy
- czy posiadamy trójkąt, apteczkę, kamizelkę odblaskową itp.
- szyby (czy nie mają pęknięć)
- karoserię (nie może być za bardzo zardzewiała, bo trochę to może - nikt nam za to nie cofnie przeglądu)
- opony (ocenia się zużycie bieżnika)
- geometrię układu kierowniczego (jeśli prowadząc samochód ściąga nas na jedną stronę to mamy z tym problem najpewniej lub jeśli nasza kierownica jest delikatnie skręcona a samochód jedzie prosto)
- klakson
- pasy bezpieczeństwa
- wycieraczki szyby przedniej

Jeśli zostaną wykryte usterki to dostaniemy wykaz rzeczy do naprawienia a nasz dowód rejestracyjny będzie przedłużony na maksymalnie 14 dni, w czasie których musimy naprawić samochód oraz wrócić na ponowne badanie, najlepiej w to samo miejsce, wtedy zapłacimy za sprawdzenie tylko naprawionych usterek a nie za całe badanie.

Myślę, że ta wiedza wystarczy przeciętnej użytkowniczce auta i po przeczytaniu będzie wiedziała, czego się spodziewać. Być może nie uspokoiłam tych, które stresują się tak samo jak ja - no ale cóż...nie opowiadam bajek tutaj, to prawdziwe życie ;) Nie będziecie się bały, jeśli najpierw auto odwiedzi dobrego, zaufanego mechanika i tylko tyle mogę poradzić na Wasz stres. Wtedy badania to czysta formalność.

Jeśli dotąd dotarliście to podziwiam i na koniec informacja kluczowa: Badania techniczne przeprowadzają tylko certyfikowane stacje diagnostyczne. Warto wcześniej zadzwonić i dowiedzieć się, czy posiadając samochód np. z instalacją gazową zrobimy w tej konkretnej stacji badanie. 

17 marca 2012

Azjatycka myśl techniczna? ;)

Wiem, wiem...nie prowadzę bloga o modzie, urodzie, kosmetykach i niczym podobnym, ale ten filmik muszę Wam pokazać. Uznajmy to za weekendową rozrywkę ;)
Polecam oglądać od 1:53 - ale cały filmik ma iście azjatycką formę i poczucie humoru. Można powiedzieć, że ma fabułę nawet. Miała dziewczyna pomysł ;)
Na filmiku zobaczycie 3 sposoby używania łyżeczki w codziennym makijażu. Można za jej pomocą:
- zrobić proste kreski eyelinerem
- podkręcić rzęsy (zamiast zalotki)
- malować rzęsy

Z resztą sami zobaczycie i skomentujcie - jestem ciekawa Waszych opinii :)

                                                            Źródło: kanał użytkownika sasakiasahi

14 marca 2012

Foremki silikonowe.

Od jakiegoś czasu kompletuje foremki silikonowe i jestem z nich bardzo zadowolona. W sumie to wszystkie dostałam w prezencie ;)


Nie potrzebuję smarować ich tłuszczem ani posypywać tartą bułką czy kaszką manną. Ciasto nie przywiera, łatwo wyjąć je z foremki. Nie polecam używania ostrych narzędzi, nie kroimy w foremce ciasta.
Jestem szczególnie zachwycona foremką do tarty i foremkami do muffin. Podoba mi się, że te foremki są takie kolorowe :) Pędzelek też świetnie spełnia swoją funkcję - łatwo go później umyć od dżemów czy jajek. Silikonowe foremki można myć w zmywarce, co jest dużym plusem. Ręcznie też łatwo się myje, ponieważ i tak nic do nich nie przywiera ;) Cena tych produktów nie jest najmniejsza, ale warto - myślę, że taniej kupimy je przez internet niż w sklepach firmowych.
Jedyny minus jaki widzę, to giętkość keksówki - trzeba uważać przy wyjmowaniu z piekarnika. Natomiast forma do tarty ma usztywnione brzegi drutem, więc lepiej zachowuje kształt podczas przenoszenia.

To jedne z moich pierwszych muffin przy użyciu foremek silikonowych. Papierowe papilotki mogą się schować!


Wyrastają wysokie i pulchne - muffiny idealne!
Papierowe papilotki nie trzymają dobrze kształtu, ale ja nie posiadam blachy do muffin i pewnie dlatego mam z tym problem. Poza tym papierek się przywiera do babeczki, w moich nowych foremkach nie ma tego problemu. Polecam każdemu. Będzie brzmiało jak z marnej reklamy, ale pieczenie staje się łatwiejsze :)

9 marca 2012

Jak zmienić plik tekstowy na PDF?

Najpierw napiszę dlaczego warto zapisywać i wysyłać pliki w formacie PDF i czym pliki PDF odczytywać a dopiero później mały tutorial na trzech edytorach tekstowych.

Plik z rozszerzeniem PDF pokazuje plik takim, jaki jest u nas na komputerze tylko bez możliwości edycji - to tak jakbyśmy wydrukowali kartkę.
Po drugie w różnych edytorach tekstu (np. w Wordzie, Open Office Writer, Libre Office Writer) nie możemy odczytać dokumentu np. w formacie *docx lub pokrewnych. Mając starszą wersje Worda nie załaduje tego piku, jeśli ktoś używał Worda 2007 pisząc dany dokument. OO i LO nie mają z tym problemów.
Po trzecie każdy dokument w powyższych programach prezentuje się inaczej. Koleżanka wysłała mi swoje CV i ja nie mając Worda, otworzyłam w Open Office Writer - cały tekst był rozjechany. PDF chroni przed takimi niespodziankami. Jest to ważne wysyłając aplikację do pracodawcy. Musimy być pewni, co do estetyki swoich dokumentów.
Jeśli Wam te trzy powody nie starczą to powiem Wam jeszcze, że przeglądając jakąś ważną stronę w internecie zapisujemy ją w ulubionych, ale przecież możemy nie mieć dostępu do internetu albo strona może wygasnąć lub zostać usunięta a my potrzebujemy coś nagle wiedzieć. Przykładowo dzwoni do nas ktoś w sprawie oferty pracy a my wysyłając setki CV nie wiem, z której to oferty, ponieważ na stronie, na której ją znaleźliśmy już jej nie ma. Warto wtedy wydrukować sobie stronę do PDFu.

Do odczytu pliku PDF używam Foxit Readera - do ściągnięcia i poczytania o nim TUTAJ. Przeczytajcie na stronie informacje zawarte pod "Uwaga!" dotyczące instalacji, ponieważ będzie chciał nam dodać do przeglądarki pasek narzędzi dodatkowy i zmienić stronę startową.
Jest też wszystkim znany Adobe Reader, chociaż ma gorsze oceny w dobreprogramy.pl. Do pobrania TU.
Inne przeglądarki dokumentów znajdziecie tutaj: http://www.dobreprogramy.pl/Przegladarki-dokumentow,Kategoria,Windows,29.html. Dodam, że wszystkie te programy są bezpłatne.

Tak jak w poście dotyczącym ciekawych linków przedstawiłam Wam stronę do konwersji wszystkich typów plików online, tak istnieje też program do konwersji tylko dokumentów tekstowych na PDF i odwrotnie. Można też pobrać taki program na komputer. Więcej o tym poczytacie tu: http://www.dopdf.com/pl/. Ja jednak wolę to robić swoimi prostymi sposobami bez dodatkowych programów. Zaraz Wam to pokaże.
Jeśli dostaniemy plik w PDFie, który chcemy edytować to polecam program PDF2WORD, jest to wersja testowa do 100 stron, ale dla mnie jest wystarczająca. Pobierzecie TU. Jeśli będziecie potrzebować pomocy dajcie znać w komentarzu to wyjaśnię, ale wydaje mi się to dość proste.

Tyle informacji podstawowych, teraz tutoriale. Najpierw pokażę zmianę pliku tekstowego na PDF na przykładzie Microsoft Office Word 2007.

1. Otwieramy nasz plik tekstowy lub mając już otworzony klikamy w lewy górny róg i klikamy "Drukuj".


2. Wybieramy z paska przewijania Foxit PDF Printer - ja używam Foxit Readera, jeśli ktoś ma Adobe to będzie Adobe PDF Printer itd. Ustawiamy sobie, czy chcemy jedną stronę czy cały dokument - normalne parametry wydruku konfigurujemy i klikamy "OK"



Następnie wyświetli się taki komunikat:


Wybieramy miejsce zapisu dokumentu, wpisujemy nazwę pliku i zaznaczamy w zapisz jako: "PDF files". Na końcu klikamy "Zapisz" i mamy gotowy plik w PDFie. Możemy go teraz odtworzyć za pomocą Foxit Readera.

W Open Office Writer i Libre Office Writer jest to łatwiejsze. Swoją drogą te programy to bezpłatne alternatywy dla pakietu biurowego Microsoftu. Również mają "excela", "power pointa" i pozostałe komponenty. Nazywają się po prostu inaczej. 

W obydwu programach robimy to za pomocą jednego przycisku i zapisujemy wg. schematu z Worda wybierając miejsce i nazwę dokumentu. 

Klikamy na pasku zadań ten znaczek i robi się samo :)

W Libre Office Writer robimy dokładnie tak samo. Znaczek PDFa również znajduje się w pasku zadań. Jeśli jesteście zainteresowani tymi programami to Open Office znajduje się pod tym adresem: http://www.openoffice.org/pl/product.download.html.

Ostatnia rzecz to zapisywanie stron internetowych w PDFie. 
Klikamy prawym klawiszem myszy gdziekolwiek na interesującej nas stronie i wybieramy z menu - drukuj. Otworzy się okienko, w którym zaznaczymy "Drukuj do pliku PDF". Jak to okienko będzie wyglądać zależy od Waszej przeglądarki. Można też kliknąć na "Ustawienia" w Waszej przeglądarce/lub "Plik" i tam również znajduje się opcja drukowania. 

Na dziś koniec nauki - pora rozpocząć weekend :)!

4 marca 2012

Moja nauka lutowania przewodów.

Dziś post z cyklu, co kobieta majsterkująca robi w niedzielę. Bo na przykład w sobotę odkurzałam dwa samochody, myłam szyby od środka i kokpit pianką matującą. Później stałam w godzinnej kolejce na myjnie - ale za to teraz samochody błyszczą :)
W kolejce, jak to w kolejce (ktoś się zawsze wpycha), Polaków rozmowy w oczekiwaniu na swoją kolej. Jeden pan narzekał na swoją żonę, że zrobiła mu za długą listę "rzeczy do zrobienia na sobotę". Potem podyskutowaliśmy na temat opon zimowych i tego, czy zima definitywnie nas opuściła. Rozmowy, które umilają oczekiwanie - jak podziela się czyjś dobry humor i które wkurzają - jak jest się złym na cały świat. No, ale ja nie o tym dzisiaj miałam...

Wlutowanie różnych elementów w płytkę drukowaną już "potrafię". Teraz postanowiłam poćwiczyć lutowanie przewodów.
W związku z tym, że często psuję słuchawki i zasilacze mój brat ma ze mną skaranie boskie. Zanim mi naprawi to mnie wyzywa od najgorszych. Po naprawieniu mówi, że nie powinnam kupować sprzętów elektronicznych skoro nie potrafię używać. Nie oszukujmy się. Przecież każdy wie, jakiej jakości jest nie najdroższy sprzęt na rynku. To "prawie nigdy" nie moja wina ;)
Sami chyba rozumiecie, dlaczego postanowiłam się tego nauczyć! Przynajmniej już nie będę musiała się przyznawać do moich usterek i nie usłyszę pod swoim adresem uwag zbędnych ;)

Poniżej przedstawiam kilka zdjęć z mojej nauki.


Oto z grubsza mój sprzęt, używałam jeszcze nożyka do odizolowania przewodów, przez co mój kciuk jest trochę pocięty - ale straty w imię nauki trzeba ponosić.


Przewód, który już odizolowałam składał się z wielu, pojedynczych drucików, które skręciłam w jeden i następnie oczyściłam w kalafonii. Czyścimy, żeby pozbyć się tlenków, które uniemożliwiają połączenie metalicznego lutu (w moim przypadku to cyna) i miedzi (miedziane są przewody).


Klipsem do papieru przytrzymuję sobie jedną część przewodu a drugą trzymam w ręce, żeby móc nim operować. Grot lutownicy jest gorący, więc przykładając go do kawałka cyny topi ją i przenosi na grot a z grota na przewody, żeby je spoić.


Zostałam nauczona dwóch technik. Jedna polega na tym, że dwa przewody przykładam do siebie równolegle i oblewam gorącą cyną. Druga technika to oblanie obydwu przewodów osobno i później połączenie ich szybko, gdyby jeszcze nie połączyły się to można oblać dodatkowo cyną.


Musimy trzymać przewody nieruchomo do momentu ostygnięcia (trwa to chwilkę) a na końcu nakładamy opaskę termokurczliwą lub dla leniwych oklejamy taśmą izolacyjną. 


A oto moje wyniki nauki, gdzie 1 oznacza początki a 7 koniec nauki :)

Kliknijcie, żeby powiększyć. 

Nieskromnie napiszę, że ćwiczenie czyni mistrza :)

3 marca 2012

Przydatne linki :)

Dzisiaj zamiast typowego posta chcę Wam polecić kilka użytecznych stron :)

1. Zbiór symboli do użycia w Wordzie i nie tylko.
Kiedyś długo szukałam symbolu koperty lub telefonu, żeby umieścić w CV i ta stronka ratuje od takich "problemów". Klikając na Symbols, który zaznaczyłam w czerwonej ramce będziecie mogli wybrać odpowiednią kategorię. Jest z czego wybierać - są różne rodzaje strzałek, symboli, wszystkie litery, znaki interpunkcyjne, kształty graficzne, symbole matematyczne, chińskie znaki (chyba;)) itd.

Powiększycie klikając w obrazek.

2. Fotonea - strona, na której bez problemu zrobimy kolaż bez instalowania programu na komputerze. Niestety mamy ograniczenie tylko do 6 zdjęć w kolażu, powyżej opcja płatna. Można dodać tekst i jakieś drobiazgi. Wybieramy ramkę lub tło, powiększamy zdjęcia, obracamy i klikamy na końcu w "zapisz". Wygenerowany kolaż ściągamy na nasz komputer w formacie JPG.

3. Konwerter plików online - konwersja to zmiana formatu pliku np. z pliku tekstowego *doc (word) do *pdf (adobe reader) lub plik muzyczny *mp3 na *wav - z różnych powodów przydaje się to. Kiedyś telefony komórkowe (pierwsze bardziej multimedialne) nie odczytywały muzyki z formatu *mp3 i trzeba było główkować i zmieniać. Nie wszystkie programy oferują nam zapisanie naszego pliku w różnych formatach, dlatego warto wiedzieć, gdzie zrobimy to online.


Pokażę Wam jak  to działa na przykładzie dokumentu. Rozwijam listę konwertera dokumentów i wybieram interesujący mnie format. W moim przypadku chcę PDF. Zostałam przekierowana do strony, gdzie muszę wybrać plik.


Wybieramy plik i klikamy "Convert file". W zależności o wielkości pliku może potrwać to chwilę. Jeśli okienko, które umożliwi pobranie pliku nie pojawi się samo to otrzymamy komunikat:


Co oznacza, że powinniśmy kliknąć w zielony link. U mnie bez problemu chciało się zainstalować, okienko wyskoczyło. Oczywiście zmianę formatu z *doc na *pdf można zrobić przy pomocy programu OpenOffice a w odwrotną stronę za pomocą PDF2WORD. Jak zauważyliście możecie zmieniać nie tylko muzykę czy dokumenty, ale też video, ebooki, pliki spakowane w archiwum i zdjęcia.

4. Edytor zdjęć online - to coś takiego jak Photoshop na przeglądarkę. Nie będę ukrywać, że obsługa tego programu to wyższa szkoła jazdy, ale podstawowe opcje też znajdziecie. Co ważne, jest po polsku. Jeśli ktoś potrafi obsługiwać photoshopa, to z tym nie będzie miał problemu. Przyda się, kiedy potrzebujemy jakieś zdjęcie edytować a nie mamy naszego ulubionego programu z jakiegoś powodu.