27 lutego 2013

Jak odpalić samochód przy pomocy przewodów rozruchowych?

Samochodu nie używałam 2 tygodnie, autoalarm i podtrzymywanie zaprogramowanego radia wyładowały mi akumulator. Potrzebowałam samochodu na zaraz, nie miałam czasu na ładowanie. Wspomogłam się metodą odpalenia go przy pomocy kabli rozruchowych. Nie napiszę, że ta metoda jest najlepsza i najbezpieczniejsza dla obu samochodów, ale u mnie się sprawdziła, szkód nie zrobiła. Cel został osiągnięty a przewody zagoszczą u mnie w bagażniku co zimę (a na pewno do momentu wymiany akumulatora) :)!

Przy okazji doczytałam się ciekawostki na forum. Okazuje się, że jeśli nie macie w pobliżu samochodu, który posłuży Wam do tego celu, można zamówić taksówkę. Należy wtedy zaznaczyć, czy posiada się przewody, czy też taksówkarz ma je Wam udostępnić. Oczywiście ta usługa kosztuje.

Przewody rozruchowe.
Za pomocą powyższych kabelków połączymy ze sobą dwa akumulatory. Zanim podłączymy, musimy na odpowiednią odległość ustawić oba samochody (a właściwie tym jeżdżącym podjechać do tego skubanego, co ruszyć nie chce ;)) i wyłączyć silnik.
Napiszę Wam instrukcje, jak u mnie wyglądało podłączanie, bo czytając fora i artykuły można zgłupieć. Każdy ma swój sposób i w dodatku inny.

Podłączanie - krok po kroku.

1. Należy upewnić się, że wszelkie źródła pobierające dodatkowo zasilanie są odłączone np. światła, radio, nawiew w obu samochodach i oczywiście silnik w działającym samochodzie.

2. Najpierw podłączamy czerwony przewód do akumulatora w miejscu "+" w obu samochodach, u mnie najpierw przewód był podłączony do sprawnego akumulatora a potem do mojego "trupa" . Dla przypomnienia zdjęcie poniżej:


Zaletą tej metody jest to, że nie trzeba odkręcać żadnej śrubki. Po prostu tam, gdzie da radę tam podłączamy klamerkę.

3. Teraz podłączamy czarny przewód w tej samej kolejności, co poprzednio. Minus do minusa. Chociaż wyczytałam, że można podłączyć go do silnika a nawet gdziekolwiek byle nie do karoserii....dziwne mi się to wydało, więc nie zastosowałam tego.

4. Odpalamy sprawny samochód i naciskamy pedał gazu, ale nie do oporu (najlepiej miejcie samochód na luzie a jeśli na biegu to z wciśniętym sprzęgłem, żeby nie odjechał ;)). "Ładujemy" w ten sposób akumulator max. do 1 minuty. Jeśli samochód obok ma odpalić to i taki zastrzyk energii mu wystarczy.

5. Po tym czasie staramy się odpalić nasz samochód. Niestety może się zdarzyć, że ta metoda nie pomoże. Jeśli jednak uda się odpalić to również naciskamy gaz, chociaż nie do dechy i tak przytrzymujemy na średnich obrotach ok. 2 minuty.

6. Kable odłączamy nie gasząc silnika zmartwychwstałego samochodu w kolejności odwrotnej. Najpierw czarny, potem czerwony.

7. W ostatnim etapie modlimy się, żeby trasa w jaką ruszymy była wystarczająco długa, żeby akumulator sam się podładował  i nie wywinął nam żadnego numeru przy kolejnym parkowaniu (a w razie czego pakujemy przewody do bagażnika) :)!

Myślałam, że mimo rozruchu silnika w taki sposób, będę musiała po powrocie ładować akumulator prostownikiem, ale odpukać, do tej pory działa bez zarzutu!

Jeżeli obce są Wam plusy, minusy, klemy i ładowanie akumulatora to tutaj post, w którym wszystko wyjaśniałam: http://kobieta-majsterkujaca.blogspot.com/2013/01/jak-naadowac-akumulator-samochodowy.html.

Jak zwykle na końcu chcę podkreślić, że nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, mi ten sposób pomógł. Jeśli macie swoje doświadczenia i dobre rady to podzielcie się nimi. :)
Mam nadzieję, że to był już ostatni post o niedomaganiu mojego samochodu zimą :D

6 komentarzy:

  1. Wymieniona przez Ciebie metoda się sprawdziła, choć jest nieco ryzykowna. Jeżeli u dawcy chodzi silnik, to pracuje też alternator - ładuje się akumulator. Zapalanie w tym momencie pacjenta powoduje zwiększony pobór prądu i może spowodować spalenie akumulatora.
    Ja całą zimę bujałem się ze starym akumulatorem, więc problem mi nie obcy (co tydzień prostownik, a czasem doraźnie, kable). Na szczęście tatuś w swoim aucie (dawca) ma Diesla, a w związku z tym akumulator dwa razy większy niż mój. Mogłem więc śmiało na zgaszonym silniku dawcy odpalać swoje autko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku też dawcą (swoją drogą fajna nazwa) był mocniejszy akumulator, ale nie próbowałam nawet przy wyłączonym aucie dawcy odpalać swojego. Trzeba to przetestować, chociaż wolałabym nie mieć do tego okazji :P

      Usuń
  2. Wydaje mi się że jak zimno i stary aku to radio i alarm mają mały wpływ. Nie odpali tak czy tak.

    A odnośnie kabli to czytałem coś ciekawego ostatnio:
    http://grylewicz.pl/porzadne-kable-rozruchowe-do-samochodu/
    Dobre kable drogie bardzo a zrobić bardzo dobre można nawet około połowy taniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój chłopak ostatnio ma ciągle problemy z akumulatorem. Nawet po dwóch dniach stania auta(nie było mrozu) trzeba było ładować akumulator. Jak się okazało rozładowuje go zamek centralny ^^ Mechanizm ciągle pracuje i zamyka drzwi nawet jak jest odpalony i ktoś siedzi w środku. Co najciekawsze po zgaszeniu nie można otworzyć drzwi za żadne skarby ^^ Trochę jak transformers, który nie chce wypuścić. Żeby wysiąść trzeba otworzyć elektryczną szybę, zgasić auto, kluczykiem otworzyć drzwi od zewnątrz, pilnować, aby nie zamknąć znowu drzwi, odpalić auto, zamknąć szybę i dopiero można wysiadać ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajnie opisana porada, zwłaszcza to co robić po odpaleniu "denata".
    Dzięki tobie, gdy chłopów zbrakło, my, dwie baby poradzimy sobie same :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś mi się tu zawitało to napisze trochę na temat pożyczania prądu.Otóż nie odpalamy auta z padniętą baterią odrazu po podłączeniu kabli,gdy podłaczymy kabelki czekamy około 5 min,w tym czasie akumulator się ładuje,następnie odpalamy auto z tym że NIE gazujemy auta dawcy gdyż grozi to uszkodzeniem alternatora,bzdurą jest jak ktoś tu napisał ze zniszczymy akumulator,jedyne co się mogłoby stać z akumulatorem to to że by wybuchł z racji uwalniania się gazów z niego,dlatego też zaleca się u biorcy podłączyć minus do masy np.silnika gdyż podczas podłączania do klemy akumulator zawsze nam zaiskrzy i bum! Co do kabli to najlepsze są własnej roboty.Te z marketów są za cienkie,pomimo grubego wyglądu w środku przewód ma przekrój od 1,5 do 2,5 mm2 ,a to stanowczo za mało,takie druciki to się nadają do ładowania,a nie do rozruchu.Najlepsze są kable spawalnicze w przekroju 25mm2,16mm2 też będą ok,kable te są w izolacji odpornej na niskie temperatury,wiec nie będą sztywnieć na mrozie,zaciski też spawalnicze,przede wszystkim z tzw "mostkiem" czyli szczęki sa połączone miedzianym paskiem,całość powinna być bardzo dobrze połączona,najlepiej zlutowana.Tak wykonane kable wystarczą nam na całe życie,odpalimy na nich nawet ciężarówkę.Co do długości to max 4m ,gdyż im dłuższy przewód tym większe spadki napięcia.Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję, każdy mnie cieszy :)

Zapraszam do czytania komentarzy czytelników pod postami, ponieważ można tam znaleźć dodatkowe porady i rozwiązania.