6 marca 2014

Krótka historia z życia.


Zapewne czytając mój blog macie wyobrażenie na temat mojej osoby jako zaradnej, obeznanej z techniką i w miarę ogarniętej życiowo. Poniższą historią rozwieję wszelkie wątpliwości, bo komu nie zdarza się zrobić z siebie publicznie pośmiewiska lub przysłowiowej blondynki ? :)
Rzecz krótka i żenująca. Wydział Komunikacji, dość ciepły, prawie wiosenny dzień. Do załatwienia nowy dowód rejestracyjny. Stary stracił miejsca na pieczątki z przeglądów technicznych. Podchodzę do informacji, pytam, czy wszystkie dokumenty zgadzają się i otrzymuję numerek. W kolejce oczekujących 9 osób. Idzie dość sprawnie. Po 10 minutach wchodzę… a raczej usiłuję wejść. W lewej ręce dokumenty, przez ramię przewieszona torebka a w prawej ręce bilecik. Idę do drzwi przesuwnych a one ani drgną. Myślę: nie pierwszyzna, czasem mnie fotokomórka nie łapie, za niska jestem czy coś. Oddalam się ciut i macham do góry ręką (w której mam bilecik i czego nie jestem świadoma w tym momencie), żeby obudzić fotokomórkę. I dalej nic… Zaczynam się nerwowo rozglądać widząc, że dobrze to nie wygląda. Na szczęście w ułamku sekundy dostrzegam czytnik kodów kreskowych po lewej stronie, przykładam bilecik i uciekam czym prędzej za drzwiami ze wstydu. Wielką odwagą musiałam się wykazać, żeby wyjść stamtąd podniesioną głową ;) Z perspektywy czasu śmieję się z tego i opowiadam o tym, ale gdybym ja zobaczyła taką osobę to moja reakcja byłaby jedna:
Źródło: demotywatory.pl
Ubarwiłam historię, bo mogłaby się skończyć w jednym zdaniu: Nie umiałam otworzyć drzwi przesuwnych za pomocą bilecika i wymachiwałam nim niechcący nad głową. Kto mnie przebiję ze swoją historią? Historie na pocieszenie mile widziane :)